• Wpisów:17
  • Średnio co: 132 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 22:43
  • Licznik odwiedzin:3 624 / 2382 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obudziła się zlana zimnym potem, wzięłam głęboki wdech i próbowałam opanować bicie serca. Spojrzałam na stojący przy łóżku budzik.
Czwarta piętnaście. Ponownie się położyłam.
Czy mój sen miał mi coś przekazać. Spojrzałam na sufit. Czy to wszystko nie mogłoby być prostsze. Strata bliskich, dom dziecka, wypadek , szpital , ucieczka, Jacob, Liam. W głowie kotłowało mi się tyle myśli. Chciałam wybuchnąć płaczem ,ale nie mogłam. Coś wyraźnie nie pozwalało mi płakać. Leżałam tak , wpatrzona w sufit przez długi czas. Myślałam o tym co powiedział Liam, kiedy staliśmy na środku ciemnej, polnej drogi.
Czy udało mi się mu wybaczyć, jeszcze przed utratą mojej pamięci. Uratował mi życie, choć wtedy nie byłam zapewne taka wdzięczna , jak jestem teraz. Ostatnio zaczęłam zastanawiać się nad tym , czy śmierć to dla mnie jedyne najlepsze rozwiązanie. Może powinnam stawić temu czoła, tylko po co, skoro można wybrać prostszą opcje?Usłyszałam ciche kroki, zbliżające się do drzwi pokoju , w którym leżałam. Ktoś nacisnął na klamkę i delikatnie uchylił drzwi. Obróciłam się na na drugi bok i udawałam że śpię. Liam podszedł do łóżka , na którym leżałam. Stanął nade mną. Czułam jego obecność, jego bliskość. Wpatrywał się we mnie. Delikatnie się nade mną pochylił. Poczułam jego oddech, pił. Jego szorstka, chłodna dłoń pogładziła mój policzek, dotknęła ust i przeczesała moje długie, kasztanowe włosy, które rozsypane na poduszce , wydawały się być moją aureolą . Nawet nie drgnęłam kiedy ręka Liam zmierzała ku mojej szyi, dotknęła obojczyk i kierowała się w dół ,do klatki piersiowej, końcu jednak stanęła, jakby on cały skamieniał. Stał przez dłuższą chwilę, trzymając rękę pod moim obojczykiem. Wydawała mi się, że wyczuł moje przyspieszone bicie serca, którego nie umiałam opanować. W końcu jednak, jego dotyk znikł. Liam pochylił się nade mną jeszcze bardziej , nasze usta prawie się stykały, byłam pewna , że zaraz zapieczętują to pocałunkiem. Chciałam otworzyć oczy, krzyknąć, odepchnąć go. Jednak nie wykonałam żadnej z tych czynności. Leżałam bezwładnie , jakby Liam przejął władze nad moim ciałem. Jego wargi subtelnie mnie musnęły, były ciepłe . Ich dotyk sprawił, że zadrżałam. Liam podniósł się nieco wyżej, po czym wyszeptał mi do ucha: - Wiem, że nie śpisz.
Po raz kolejny powróciły wspomnienia.
Wszystkie chwile przeżyte z Liamem obudziły się w mojej głowie na nowo. Czułam już jego bliskość, dotyk, ale to samo dotyczyło Jacoba. Zobaczyłam go przy jeziorze, kiedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy i po raz kolejny i kolejny. Otworzyłam oczy i spojrzałam oczy stojącego nade mną chłopaka. Podniosłam się i dotknęłam jego twarzy, która z trzydniowym zarostem wyglądała się jeszcze bardziej pociągająca. Zbliżyłam się do niego. Teraz dzieliły nas tylko milimetry.
Liam wplótł jedną dłoń w moje włosy, natomiast drugą przyciągnął mnie mocno do siebie i objął jakbym była jego wieczną własnością.
Trwaliśmy tak przez przez kilkanaście sekund wpatrując się w swoje oczy. W końcu Liam pocałował mnie , tak jak jeszcze nigdy tego nie zrobił. Namiętnie. Poczułam jak miliony impulsów elektrycznych krąży mi po ciele.
Chłopak całował mnie po szyi, chodził niżej i niżej. Jak pogrążona w transie zaczęłam rozpinać moją miętową koszulę. Liam ściągnął swoją szarą koszulkę z dekoltem zapinanym na guziki. Przylgnęłam do jego nagiego ciała.
Liam położył mnie na łożko, pochylił się nade mną i zaczął całować usta, szyję, dekolt. Jacob ! Przecież nie mogłam mu tego zrobić! Odepchnęłam Liama najmocniej jak mogłam. - Przepraszam , ja... ja. Nie mogę, po prostu nie mogę zrobić tego Jacobowi. Zakryłam się swoją koszulą, która nawet nie wiem w jaki sposób wylądowała na nocnej lampce, stojącej przy łóżku. Jacob leżał teraz w szpitalu, walcząc o życie, a ja …
- Muszę wiedzieć jak on się czuje – powiedziałam ze łzami w oczach. Wiedziałam , ze zranię tym Liama, ale... Przecież nie mogłam być naiwna, nie było żadnego „ ale” Po prostu go zranię.
Z resztą nie pierwszy raz, co wcale nie było dobra wymówką
Spojrzałam na leżącego przy mnie chłopaka. Wpatrywał się w suft pustym wzrokiem. - Myślałem... Myślałem, a z reszta nie ważne- powiedział i założył na siebie koszulkę.
- Pojadę do szpitala i zapytam się o jego stan- dodał po chwili po czym wyszedł bez słowa, nawet na mnie nie spojrzał. Podkuliłam nogi i przyciągnęłam je mocno do siebie. Eksplodowałam

w420.wrzuta.pl/audio/4Sh8aYUXbOm/emily_browning_sweet_dreams_are_made_of_this
  • awatar FOR SALE ♡: Zapraszam do siebie, organizuję swój pinger'owy sklepik. Może wpadnie Ci coś w oko? :)
  • awatar Smigolek ♥: Świetne : 3Mega blog ♥ Zapraszam do mnie ; )
  • awatar ѕιємρяє ℓα вєℓℓєzα ♥: Ah....mam nadzieję, że Meredith opamięta się i wybierze w końcu Liama ; ) Fajnie, że w twojej książce jest kilka wątków...., a w tym miłosny oczywiście ;D ♥♥♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Uciekając przed policją zaczynałam przypominać sobie urywki z mojego życia. Poznawałam to auto, już w nim kiedyś jechałam . Próbowałam przypomnieć sobie więcej szczegółów, ale na nic sie to zdało.
Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Liama, który nerwowo stukał palcami w kierownicę ,obitą czarną skórą.
- Co policja robiła w domu Jacoba ?- zapytał chłopak spoglądając to na mnie to na jezdnię.
- Jacob jest w szpitalu- powiedziałam cicho.
- Przedawkował heroinę- dodałam po dłuższej chwili. Wciąż miałam przed oczami widok igły przebijającej jego skórę.
Gdybym wcześniej weszła do pokoju, na pewno tak by sie to nie skończyło.
Liam spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Zadzwoniłam po karetkę, spakowałam sie i schowałam. Nie wiedziałam co robić ,spanikowałam. Potem przyjechała policja i... - zamknęłam oczy i próbowałam uspokoić oddech.
Kolejne wspomnienie wróciło.
Ja, Jacob. Stoimy przy jeziorze.
- Wszystko w porządku - zapytał Liam i położył mi dłoń na ramieniu, nie odwracając wzroku od ulicy.
- Zaczynam sobie przypominać - powiedziałam pod nosem , ledwo słyszalnym głosem. Podniosłam wzrok i spojrzałam przed siebie. - Pamięć mi wracać - uśmiechnęłam sie delikatnie. Z jednej strony byłam ciekawa tego wszystkiego co wydarzyło sie przed wypadkiem ,ale z drugiej , bałam sie . Bałam sie , że poznam swoją mroczniejszą stronę.
Patrzyłam bezwiednie na mijane przez nas drzewa.
Jedno po drugim mknęły mi przed oczami.
Oparłam głowę o zimną szybę samochodu.
- Jak to, pamiętasz co sie wydarzyło przez ten czas?- zapytał badawczo chłopak.
Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Może chodziło o ten wypadek, o którym dowiedziałam sie , czytając mój pamiętnik.
W końcu nazwałam go mordercą. Musiało zdarzyć sie coś naprawdę okropnego. Takich słów przecież nie wypowiada sie bez powodu.
- Nie pamiętam wszystkiego. Momentami przypominają mi sie chwile, których dotąd nie znałam. - powiedziałam spokojnie i z opanowaniem.
Chciałam zapytać chłopaka o ten wypadek, chciałam wiedzieć co takiego się stało.
- Posłuchaj - Zaczęłam , po czym usiadłam prosto i spojrzałam na Liama. - Przeczytałam w pamiętniku o wypadku i chciałabym wiedzieć dlaczego nazwałam cie mordercą. - powiedziałam to szybko na jednym oddechu. Zawsze tak robiłam kiedy bałam się usłyszeć odpowiedzi.
Chłopak gwałtownie zahamował. Stanęliśmy na środku polnej drogi. Było już ciemno, a przy jezdni nie było żadnej latarni.
Spojrzałam na rozgoryczoną twarz Liama.
- Czemu sie zatrzymaliśmy- zapytałam zaniepokojona zachowaniem kierowcy.
Chłopak milczał przez dłuższą chwilę.
Zapaliłam lampkę, umieszczoną nad naszymi głowami.
Zauważyłam, że po policzkach Liama płyną łzy.
- Nie chce przechodzić przez to samo ponownie- wyszeptał, wpatrując sie smutnym wzrokiem w moje oczy.
- O czym ty mówisz? - zapytałam poddenerwowana.
- Przez co nie chcesz przechodzić?- dodałam po chwili- Nie rozumiem o co ci chodzi. Liam położył mi rękę na ramieniu i nieco się do mnie zbliżył. Automatycznie odsunęłam się w tył, opierając się o drzwi auta. Chłopak widząc, że się cofnęłam zrobił to samo. - Opowiadałem ci o wypadku- zaczął niepewnie.
- O wypadku, który spowodowałem- powiedział ledwo słyszalnym głosem, po czym spuścił wzrok. Poczułam nagły skurcz w gardle, jakby jakaś niewidzialna dłoń ściskała je z całej siły. Dotknęłam szyi , jakbym chciała uwolnić się od tego uścisku. Zaczęłam się dławić, nie potrafiłam złapać tchu. Wspomnienie wróciło. Ja, Liam , siedzimy na kuchennej podłodze, wpatrujemy się w swoje oczy bezwiednym wzrokiem. Krzyczę, nazywam go mordercą. To on, on spowodował ich śmierć. Nagle wszystko stało się jasne. Poczułam jakbym cofnęła się w czasie. Wszystkie emocje, które mnie wtedy przepełniały, kotłowały się teraz w moim ciele. Miałam wrażenie , że zaraz eksploduję. - O Boże- wydusiłam zdławionym głosem, spuściłam głowę i milcząco przytaknęłam myślom bijącym się w mojej głowie.
- Pamiętam – dodałam po chwili krępującej ciszy. Spojrzałam na Liama, chłopak pustym wzrokiem spoglądał na czarnego kota,z białą łatką na oku, który właśnie przebiegał przez drogę.
- Posłuchaj , jeszcze raz przeprasza, będę przepraszał tyle razy ile będzie trzeba - wykrztusił z siebie chłopak i zbliżył się do mnie. Zatopiłam twarz w dłoniach, próbując ukryć się przed spojrzeniem Liama. Chłopak po raz kolejny, próbował zmiękczyć mnie poprzez dotyk mojego ramienia. Poczułam kojące ciepło kiedy położył dłoń na mojej ręce. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. - Nie mogę, przepraszam. Potrzebuję czasu, żeby wszystko przemyśleć- powiedziałam zduszonym głosem. - Możemy już wracać- zapytałam otrząsając się z transu. Chłopak tylko głęboko westchnął i odpalił silnik samochodu. Całą drogę milczeliśmy. Kiedy tylko chłopak wskazał mi pokój ,w którym miałam spędzić noc, pewnie nie pierwszą i nie ostatnią. Opadłam na łóżko ,wtulając się w miękką poduszkę. Nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam.

Zeszłam drewnianymi schodami w głąb piwnicy . Było chłodno , wilgotno i śmierdziało stęchlizną. Jedynym źródłem światła była świeczka, którą trzymałam w prawej dłoni. Druga dłoń trzymała pamiętnik. Usiadłam na brudnej, betonowej podłodze, opierając się o ścianę. Otworzyłam pamiętnik i oświetliłam go świeczką. Zobaczyłam wielki napis „Nie tylko ty zmagasz się z demonami przeszłości” . Kolejny wpis „ To ty jesteś ich największym problemem”.
- Meredith – usłyszałam w ciemności niewyraźny głos mężczyzny.
Poznawałam go. To Liam nawoływał mnie z ukrycia. Zniekształcony cień zmierzał w moim kierunku. Upuściłam pamiętnik. Niespodziewany ruch spowoduje, ze płomień świeczki zgasł, pozostawiając mnie w zupełnej ciemności. Gorący wosk spłynął po świeczce, parząc przy tym moją dłoń. Krzyknęłam z bólu. Ogarnięta zupełną ciemnością , zaczęłam biec przed siebie. Nie zważałam na przedmioty, które plątały mi się pod nogami. Próbowałam dotrzeć do drewnianych schodów. Nagle potknęłam się o metalowy pręt, wystający z podłogi i upadłam uderzając brodą o podłogę.
- Meredith – nawoływanie powtórzyło się. Jednak to nie był ten sam głos, to nie był głos Liama. Tym razem Jacob wypowiedział moje imię. Kolejny cieć, zaczął wyłaniać się z ciemności. Jak najszybciej podniosłam się ziemi i zaczęłam biec w kierunku schodów. Łapię się śliskiej poręczy, która wcale nie ułatwia mi dotarcia na górę.
Wspinałam się po schodach, niemal na czworaka. Nagle usłyszałam za sobą skrzypienie drewnianych chodów. Poczułam , że staję się coraz cięższa, schody, że uginają się pod moim ciężarem. Nie umiałam złapać tchu, jakby moja klatka piersiowa zaczęła się zapadać. Coraz ciężej jest mi się kierować ku górze. Schody wydawały się nie mieć końca. - Meredith- powtarzały wciąż głosy, stojące za mną. Próbowałam przyspieszyć, ale na przekór temu zwolniłam jeszcze bardziej. Straciłam kontrolę nad ciałem. Schody zaczęły pękać, wpijając w moje ciało mniejsze i większe drzazgi. Wpadłam w wirujący dół, a ze mną dwa cienie, które wciąż mnie nawoływały: -Meredith, spójrz co z nami zrobiłaś! - krzyczały i próbowały wyciągnąć ręce w moją stronę. Wir zaczął kęcić się coraz szybciej i szybciej. Straciłam przytomność.

w318.wrzuta.pl/audio/1JbBHqz9doA/ross_copperman_holding_on_and_letting_go

 

 
Kilka dni później w wiadomościach i gazetach zrobiło sie głośno o moim zaginięciu.
Wszyscy twierdzili , że to było porwanie. Pewnie na podstawie wybitego okna. Nie znaleziono żadnych odcisków palców, ani niczego co mogłoby naprowadzić na sprawcę. Na szczęście.

Przeglądając kolejne kartki pamiętnika dowiedziałam sie , że byłam dość blisko z Jacobem. Nie zauważyłam żadnego wpisu ,w którym była mowa o narkotykach, ale za to znalazłam kilka wyrwanych stron. Zastanawiałam się, czemu miałabym je wyrywać. Nigdy bym tego nie zrobiła. Skoro już coś napisałam nawet pod wpływem emocji, nie wyrwałabym kartek. Jeśli coś już sie zdarzyło, nie można tego skreślić.
Wpis z dnia 07.11
" [...]Jeżeli chodzi o Liama to chyba przejął mój kiepski nastrój.
Wygląda jakby zaraz miał umrzeć.
Podpuchnięte i zmeczone oczy , blada twarz.
Praktycznie sie nie odzywa , nie je.
Pewnie wciąż zadręcza sie wypadkiem. Nie trudno sie dziwić skoro podczas ostatniej rozmowy dałam mu do zrozumienia że jest mordercą.
Muszę z nim porozmawiać.
Koniecznie"
Liam, mordercą ?!
Musiałam wyjaśnić tą sprawę.
Zapukałam do pokoju Jacoba, po czym uchyliłam drzwi.
Kiedy weszłam do środka ujrzałam chłopaka siedzącego na łóżku z zaciśniętym kawałkiem gumy przedramieniem. W drugiej dłoni trzymał strzykawkę. Zanim do niego podbiegłam, on zdążył już wstrzyknąć sobie zawartość strzykawki w żyłę.
- Co ty robisz- wrzasnęłam.
- Spokojnie - powiedział i oparł sie o ścianę.- To tylko trochę heroiny.- dodał po chwili.
- A więc to prawda- powiedziałam cicho z niedowierzaniem.- To co powiedział Liam było prawdą. Narkotyzowałeś mnie !- krzyknęłam.
- Sama tego chciałaś, nie zapomnij.- powiedział ostro i spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem.
- Właściwie to juz zapomniałam... - nie dokończyłam nawet zdania. Jacob odpłynął.
Usiadłam przy nim. Przez kilka długich chwil miałam wrażenie , że nie oddycha. Chłopak zaczął się dusić. Automatycznie zerwałam sie z łóżka i zaczęłam go cucić.
- Jacob- krzyknęłam i uderzyłam go w policzek, raz, drugi, piąty. Nic. Chwyciłam za jego telefon komórkowy i zadzwoniłam na pogotowie.
Kilka chwil potem usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziałam ciepłym głosem do Jake'a. Ukryłam wszystkie swoje rzeczy pod łóżkiem w pokoju gościnnym po czym sama sie tam schowałam.
Modliłam sie , żeby pielęgniarze mnie nie znaleźli.
Drzwi zostawiłam otwarte, wiec ratownicy pogotowia ratunkowego nie mieli żadnego problemu z dostaniem sie do środka.
Kiedy Jacoba zabierali do szpitala, ja leżałam cicho w pokoju obok.
- Musimy sie pospieszyć, jego stan wciąż sie pogarsza. Musiał wziąć na prawdę dużo tego gówna- powiedział jeden z pielęgniarzy.
- Ciekawe, gdzie jest dziewczyna,która wzywała pogotowie.- powiedział drugi
Kiedy usłyszałam te słowa oblał mnie zimny pot.
Miałam wielką nadzieję , że nie będą przeszukiwać całego mieszkania.
- Zostawmy to policji - powiedział jeden z nich po czym wyszli zatrzaskując za sobą drzwi.
Szybko wyskoczyła z ukrycia i przerażona próbowałam znaleźć numer Liam'a w telefonie Jacoba.
Chciałam ,żeby po mnie przyjechał, żebym mogła sie u niego ukryć na jakiś czas. Inaczej policja szybko by mnie znalazła.
Znalazłam. Od razu nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Kilka sygnałów i usłyszałam jego głos.
- Posłuchaj musisz po mnie przyjechać jak najszybciej.- prawie krzyczałam - Policja zaraz tu będzie. Pośpiesz sie. Wszystko ci wyjaśnię.
Kiedy usłyszałam policyjne syreny serce zaczęło bić mi jak zwariowane.
W pośpiechu wrzuciłam wszystkie swoje rzeczy do wielkiej torby i wyszłam na taras z tyłu domu.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Zamarłam.
-Pssst. Meredith. - usłyszałam głos Liama.
Spojrzałam przez barierkę. Chłopak stał pod tarasem i nawoływał mnie ręką.
- Skacz - powiedział szeptem.
Spojrzałam na chłopaka niepewnie. Nie było zbyt wysoko, ale bałam się , że źle skoczę i nie zdążę uciec przed policją.
Weszłam na barierkę i skoczyłam. Szybko przebiegłam przez trawnik i wsiadłam do samochodu Liama. Udało sie.!


ant90.wrzuta.pl/audio/3g6GhKbRoWH/florence_the_machine_-_seven_devils
  • awatar ѕιємρяє ℓα вєℓℓєzα ♥: Kocham Florence and the machine !! Szczególnie płytę "ceremonials" ;* A rozdział....genialny ! ♥ trzyma w napięciu !! ;*
  • awatar rolincat: Fajnie że wróciłaś ;)
  • awatar Gość: Zbieraj punkty i wygrywaj cenne nagrody!!! http://123konkurs.pl/partnersprogram/169446.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jacob uchylił drzwi do pokoju, w którym leżałam. Wychylił głowę po czym wszedł do środka.
- Kim on jest?! - zapytałam bez wahania. - Jak ja się tu znalazłam , co się stało?! Chcę wiedzieć!- zaczęłam krzyczeć. Wyrwałam się z łóżka i stanęłam na środku sypialni.
Jacob stanął jak wryty.
-Jak to? Nie pamiętasz? - zapytał zdziwiony.
-Nie, nie pamiętam niczego od dnia, w którym się spotkaliśmy. - powiedziałam ze łzami w oczach. Chciałam , żeby on mi wszystko wytłumaczył, tak bardzo chciałam poznać prawdę.
- Nie pamiętasz sześciu miesięcy swojego życia? - zapytał. Widać było , że był zdezorientowany, nie wiedział co ma powiedzieć.
- Sześciu miesięcy?!- zamarłam , nie wiedziałam , że minęło aż tyle czasu.
Zakręciło mi się w głowie, oparłam się o stojącą przy łóżku nocną szafkę.
„Weź się w garść, weź się w garść, weź się w garść” - powtarzałam sobie w głowie. Musiałam zmierzyć się z wydarzeniami, które miały miejsce przez te pół roku.
Wzięłam głęboki wdech i podniosłam głowę. Spojrzałam na Jacoba, który wciąż wyglądał na oszołomionego. Usiadłam na łóżku.
- Opowiedz mi. Opowiedz o wszystkim co się zdarzyło- powiedziałam cichym, lecz stanowczym głosem.
Jacob nawet się nie odezwał, po prostu wyszedł. Kiedy za nim pobiegłam. Zamknął się w pokoju obok i stwierdził , że nie jest gotowy na tą rozmowę
Byłam zaskoczona jego reakcją. Myślałam, że chce mi pomóc. Co takiego się wydarzyło , że nie chciał mi powiedzieć. Czy to miało coś wspólnego z narkotykami, o których wspomniał Liam ?Czułam się jak w jakiś cholernym kryminale. Wszyscy wszystko przede mną ukrywali, a ja sama nie mogłam sobie nic przypomnieć.

Kilka minut później ktoś zapukał do drzwi.
Jacob siedział zamknięty w swoim pokoju przeżywając moją utratę pamięci, więc postanowiłam otworzyć. Był to ryzykowny krok. Przecież mogła to być policja, albo ktokolwiek , kto mnie rozpozna i po nią zadzwoni"
Jednak podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę.
Obawiałam sie , że to właśnie Liam może stać po drugiej stronie. Nie wiedziałam , czy jestem gotowa na spotkanie z osobą , która kierowała autem, podczas wypadku.
Niepewnie przekręciłam klamkę i pociągnęłam drzwi do siebie.
Ujrzałam wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka o kruczoczarnych włosach i intensywnie zielonych oczach, z których bił smutek i ból . Miał ostro zarysowane rysy twarzy i oliwkową cerę . Kiedy tylko mnie zobaczył kącik jego ust automatycznie uniósł sie ku górze. W oczach pojawiła sie radość. Ucieszył się na mój widok. Podszedł bliżej i bez zawahanie wziął mnie w swoje objęcia. Szybko sie jednak z nich uwolniła, odepchnęłam go i wróciła do srodka.
- Przepraszam , wiem , zawaliłem. Po raz kolejny zawaliłem , ale ta ciężarówka pojawiła sie znikąd, tak jak wtedy.

“Tak ja wtedy" ? Znowu w mojej głowie pojawiło sie to pytanie " Co takiego sie wydarzyło”


- Chciałem Ci tylko pomóc, cierpiałaś. Lekarze mieli Ci pomóc...- nie dałam mu dokończyć
- Przykro mi , ale nie udało się im przywrócić mojej pamięci !- krzyknęłam
Nie chciałam ukrywać przed, zaniku mojej pamięci, więc z góry go uprzedziłam.
Chłopak zaniemówił. Zareagował tak samo jak Jacob.
- Jak to nie przywrócili ci pamięci- zapytał zszokowany.
- Po wypadku, straciłam pamięć - zaczęłam - Nie pamiętam nic od dnia ucieczki z domu dziecka- powiedziałam to najszybciej jak potrafiłam.
Liam otworzył szeroko oczy i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Nie pamiętasz mnie? - zapytał smutno chłopak i podszedł do mnie.
- Nie, przykro mi. - powiedział bez namiętnie i usiadłam na kanapie w salonie.
Do pokoju wszedł Jacob. Kiedy tylko zauważył siedzącego obok mnie Liama, popatrzył na niego wrogo.
- Czy któryś z Was może mi w końcu powiedzieć , co działo sie przez te pół roku? - zapytałam poddenerwowana.
Miałam dość tego wszystkiego. Ta bezradność względem zwrócenia mojej pamięcie powoli mnie wykańczała.
Spoglądałam raz na Jacoba , a raz na Liam . Niestety żaden z nich nie rwał sie do odpowiedzi.
W końcu Jacob wyjął z torby, którą przyniósł notes w czarnej okładce i podał mi go. Poznawałam go, to był mój pamiętnik.
- Tu znajdziesz odpowiedzi na swoje wszystkie pytania- powiedział.- Możemy porozmawiać na osobności - dodał po chwili i gestem ręki przywołam Liama.
Kiedy obaj opuścili pokój, otworzyłam pamiętnik i zaczęłam przewracać strony. Kilka z pierwszych wpisów doskonale pamiętałam , ale kolejne wydały mi sie obce. Poczułam jakby, ktoś inny je napisał. Jakby jakaś zupełnie nie znana mi osoba opisywała w nim soją historię.
Wpis z dnia 26.10 przykuł moją uwagę.
" Nie udało sie.
Jednak to nie mój czas. Tak bardzo żałuję , mam nadzieję, że następnym razem wszystko sie powiedzie.
Tak bardzo chcę umrzeć w sobie, aby było mi łatwiej. Zasnąć i już nigdy sie nie obudzić.
Pewnie chcesz wiedzieć kto jest moim wybawcą.
Liam, nazywa sie Liam i właśnie leże sobie u niego w domu , w pokoju gościnnym.
To wszystko jest takie dziwne, skomplikowane , nierealne.
Dowiedziałam sie dzisiaj , że zainteresowali sie moim zaginięciem.
Nie mam zamiaru wracać. Nie mogę, nie potrafię, po prostu nie chcę.
Kolejny plan samobójczy.
Pustka... Nie ma pomysłu, na bezbolesną i prosta śmierć. Może znowu spróbuję sie utopić. Tylko jak, by nikt mnie nie zauważył, nikt nie próbował ratować? "
- Podjęłam już próbę samobójczą?! - zapytałam sie samej siebie pod nosem.

missdestroy.wrzuta.pl/audio/092RjUWiCBD/lykke_li_-_possibility
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Minęło kilka dni od kiedy się obudziłam.
Odwiedzili mnie opiekunowie i kilku podopiecznych domu dziecka.
Nawet Alice ze swoją świtą raczyła przynieść tu swój chudy tyłek.
Na dodatek była całkiem miła, widać było, ze wymuszała uśmiech.
Pewnie już niedługo będę musiała tam wrócić. Na samą myśl o tym zaczynało mnie mdlić.
Rany zaczęły się goić, kości zrastać, ale nadal nic nie pamiętałam.
Nic, nawet kilku minut nie udało
mi się przypomnieć.
Czułam się okropnie ze świadomością , że zdarzyło się coś , co w mojej głowie nie miało miejsca.
Policja powiedziała, że autem którym jechałam kierował, nijaki Liam Spacer.
Niestety to nazwisko nic mi nie mówiło.
Narkotyki, nieznajomi, ciekawe o czym jeszcze się dowiem.

W nocy obudził mnie dźwięk uderzających o okno kamieni.
Niestety wciąż nie mogłam się swobodnie poruszyć. Byłam po podłączana do różnego rodzaju urządzeń, które uniemożliwiały wstanie z łóżka.
Kamienie coraz mocniej zaczęły obijać okno, zaczęłam się bać, że któryś z nich wybije szybę, albo, że osoba która nimi rzuca wedrze się o mojej sali.
W końcu leżałam na parterze, z łatwością można było dostać się do środka.
Serce zaczęło bić mi coraz mocniej. Bez zastanowienia nacisnęłam czerwony przycisk, który przywoływał pielęgniarki.
Uderzenia były silniejsze i silniejsze.
Kobieta w niebieskim uniformie wbiegła do pokoju.
- Co się dziej, kochanie? - Zapytała nerwowo.
- Tam , ktoś jest. Rzuca kamieniami i... - wskazałam na okna.
Pielęgniarka podeszła do okna i rozejrzała się.
- Nikogo tam nie ma- Powiedział spokojnie i podeszła do mojego łóżka.
- Nie , nie , nie, ktoś tam jest . Słyszałam- Powiedziałam podirytowana i zaczęłam się wiercić. Chciałam jak najszybciej podbiec do okna i udowodnić jej , że ktoś tam jest i próbuje się tu dostać.
Kobieta , zaczęła mnie przytrzymywać.
Do sali weszła kolejna pielęgniarka, która chyba usłyszała naszą kłótnię.
- Poczujesz się po tym lepiej i szybciej zaśniesz. - Oznajmiła i podała mi jakiś środek.
Nawet nie zauważyłam kiedy igła przebiła moją skórę.
Miotałam się jeszcze przez chwilę , ale później poczułam się zbyt słaba , żeby z tym walczyć.
Powieki zaczęły mi opadać ,a ciało stało się jak wata.
- Biedna dziewczyna, pewnie po tym wypadku ma jakieś omamy.
Lekarz powiedział, że to może wystąpić. Agresja, strach, otępienie, dlatego byłam przygotowana. - Powiedziała jedna z nich i obie opuściły mój pokój.
Chwilę potem znów usłyszałam uderzenie w okno.
Tym razem było ono tak silne, że przebiło szybę na wylot.
Chciałam wstać , ale moje ciało było bezwładne.
Po chwili jakaś postać była już w środku. Zaczęłam krzyczeć, a raczej pojękiwać.
Na nic więcej nie było mnie stać.
Chłopak pobiegł do mnie i zasłonić mi usta ręką. To był Jacob. Uspokoiłam się.
- Co ty tu robisz?- Wymamrotałam
- Przyszedłem po ciebie. Choć , zabierzemy cie stąd.- Powiedział i zaczął odłączać mnie od szpitalnego sprzętu
Nie protestowałam. Było mi wszystko jedno gdzie się znajdę.
Wiedziałam, że nie chciałam być tutaj.
Chłopka wziął mnie na ręce i pocałował w czoło.
Zasnęłam.

- Gdzie ona jest?! – Usłyszałam zdenerwowany głos jakiegoś chłopaka.
- Śpi, nie powinieneś jej teraz przeszkadzać Liam- Powiedział stanowczo drugi głos, który należał do Jacoba.
Liam? Czyżby to ten sam chłopak, który prowadził auta w dniu mojego wypadku.?
- Zabieram ją do siebie, nie pozwolę, żebyś ją narkotyzował! – Krzyknął.
- O nie ! Na pewno jej teraz nie zabierzesz, po drugie policja szybko może ją u ciebie namierzyć. Nie mam zamiaru namawiać ją do brania w takim stanie.
„Co?! To Jacob podawał mi narkotyki. Zmuszał, namawiał?
O co w tym wszystkim do cholery chodzi?!”
Liam głęboko westchnął.
- Dobrze, w takim razie przywiozę jej rzeczy.- Powiedział i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.

zanicx.wrzuta.pl/audio/7ITiuuINICK/evanescence_-_bring_me_to_life
 

 
-Od dwóch tygodnie się nie wybudza, ile jeszcze mamy czekać. Musimy zacząć działać.- usłyszałam głos jakieś kobiety.
Poczułam, że w gardle mam jakiś przedmiot, zaczęłam się krztusić.
Gwałtownie otworzyłam oczy i zobaczyłam dwie pielęgniarki, przed moim łóżkiem.
Byłam w szpitalu.
- Spokojnie, już wyciągamy- powiedziała jedna z jedna z nich i obie do mnie podbiegły.
Okazało się, że w gardle miałam rurę intubacyjną, ale czemu?
-Teraz postaraj się spokojnie oddychać.
Wzięłam głeboki wdech, czułam jakby był moim pierwszym w życiu.
Wciąż czułam jakby coś zalegało w moich drogach oddechowych.
- G...gdzie- starałam się wydobyć z siebie jakikolwiek dzwięk.
-Na razie nic nie mów, masz podrażnioną krtań, minie kilka minut zanim dojdziesz do siebie- powiedziała pielęgniarka i promiennie się uśmiechnęła.
-Zaraz do ciebie wrócimy- dodała po chwili i obie wyszły z mojej sali.
Rozejrzałam się dookoła, koło łóżka stał respirator i masę innych sprzętów.
Byłam podpięta do mnóstwa kolorowych kabelków.
„Co ja tu robię”, powiedziałam do siebie w myślach.
Próbowałam przypomnieć sobie co takiego się wydarzyło, że tu trafiłam.
Ostatnia rzeczą, którą sobie przypominałam to Jacob, poznałam do na stacji kolejowej.
Może mieliśmy wypadek, może pociąg się rozbił?
Nagle do pokoju wszedł mężczyzna w białym fartuchu, wysoki, dobrze zbudowany z siwiejącymi włosami i okrągłymi okularami na nosie.
- Proszę, proszę, kto się obudził- powiedział wesoło i usiadł na metalowym krześle, które stało przy łóżku. - Jak się czujesz, słonko? - zapytał i wziął do ręki teczkę leżącą na szafce obok.
Co miałam mu powiedzieć? „ Dziękuję, świetnie.
Tylko nie wiem co się stało, dlaczego tu jestem i czemu spałam prze dwa tygodnie.
- Ja – zaczęłam. Wciąż miałam w gardle nieprzyjemne uczucie
. - Co ja tu robię?- zapytałam cicho i spojrzałam na lekarza.
-Miałaś wypadek...- powiedział powoli. Wiedziałam! Pociąg się rozbił!
- Jechałaś z chłopakiem, kiedy nagle wjechał w was samochód ciężarowy.
„Nie, nie , nie, to nie tak . Przecież pociąg... „- pomyślałam w pierwszej chwili.
Jaki chłopak? Jacob?
Próbowałam sobie coś przypomnieć, cokolwiek. Pustka.
- Ale ja...ja nic nie pamiętam.- powiedziałam pod nosem.
- To normalne, po taki urazie , wcale się nie dziwię.
Dodatkowo masz mocno potłuczone żebra i złamaną w dwóch miejscach nogę.
Nie czujesz bólu dzięki lekom , które ci podaliśmy.
No , ale o tym porozmawiamy później, muszę zabrać cię na badania.
W końcu przez dwa tygodnie nie mieliśmy z tobą żadnego kontaktu- powiedział lekarz i wstał z krzesła, które zaskrzypiała. Do sali weszło dwóch pielęgniarzy.
Złapali moje łóżko z dwóch stron i przewieźli mnie do sali badań.


Otworzyłam oczy, było ciemni , tylko delikatna smuga światła księżyca przedzierała sie przez szybę.
Po raz kolejny próbowałam przypomnieć sobie co tak naprawdę się stało.
Niestety na nic się to zdało. Jedna wielka, czarna plama.
Jakby ktoś wyciął kawał czasu z mojego życiorysu.
Byłam zbyt słaba by o tym teraz myśleć.
Dom dziecka! Ciekawe,czy już wiedzą. Pewnie po mnie przyjadą i znowu się tam znajdę.
Teraz pewnie będą trzymać mnie pod kluczem.
Cholera, na co mi to było!
Spojrzałam na szafkę, na której leżała teczka, którą oglądał rano lekarz.
Sięgnęłam po nią i otworzyłam.
Wyniki badań, ekspertyza i inne pierdoły.
Na pierwszej kartce jedno zdanie przykuło moją uwagę.
„ We krwi poszkodowanej znaleziono dużą ilości środków odurzających.”
Narkotyki? Nie, przecież ja nic nie brałam!
Może miałam myśli samobójcze, ale przecież nigdy nie próbowałam się zabić, nigdy nie wzięłam narkotyków i nigdy nie myślałam nawet o tym by spróbować!
Co się wydarzyło?! Chciałam wiedzieć, natychmiast.
Przecież nie można tak po prostu wszystkiego zapomnieć.
Nie można!
Czytałam dalej.
„ W wyniku silnego uderzenia, dziewczyna doznała wstrząsy mózgu, który spowodował śpiączkę”
No tak , to wyjaśnia, dlaczego spałam przez dwa tygodnie i to , że nic nie pamiętam.
Odłożyłam teczkę na miejsce, nie miałam zamiaru dołować się jeszcze bardzie, choć z drugiej strony pragnęłam dowiedzieć się , co tak naprawdę się stało.
Byłam jednak zbyt zmęczona.
Ciekawe co się stało z tym chłopakiem, który jechał ze mną.
Może też wpadł w śpiączkę ,a może nic mu się nie stało, a może... zginął?
Czy to był Jacob?
Może się zaprzyjaźniliśmy i.... sama nie wiedziałam co miałoby być dalej.
Zamknęłam oczy i zasnęłam, bez koszmaru, który męczył mnie od dawna.


Rankiem obudziły mnie pielęgniarki, które przyszły zmienić mi opatrunek
Kiedy próbowałam się podnieść poczułam miażdżący ból w żebrach.
- Uważaj panno, szwy ci popękają- powiedziała jedna z pielęgniarek
i podeszła do mnie ze świeżym opatrunkiem.
Delikatnie zdjęła mi bandaż i odkleiła dużą gazę , którą była przykryta rana.
Zauważyłam , że od klatki piersiowej w dół, aż do pasa byłam cała poobijana i zadrapana.
Krzyknęłam , kiedy poczułam ostre pieczenie. Spojrzałam na ranę. Na środku można było zauważyć kilka szwów, które ja ściskały. Ciekawe jak głęboka musiała być , skoro przez dwa tygodnie się nie zagoiła.

Kilka godzin później do drzwi mojej sali ktoś zapukał. Okazało się , że to policja.
- Dzień dobry Jessico, możemy zadać Tobie kilka pytać?
„No tak , jeszcze tylko ich tu brakowało”- pomyślałam.
- Tak ,oczywiście – powiedziałam niepewnie.
- Nazywam się Jack Peterson, a to mój kolego, Thomas Jonsson.
- Chcielibyśmy wiedzieć co zdarzyło się w nocy z dziewiątego na dziesiątego stycznia.
Wzięłam głęboki wdech i rozejrzałam się po sali. Spojrzałam na jednego z funkcjonariuszy.
- Sama chciałabym to wiedzieć- powiedziałam cicho , ale stanowczo.

robertwwo.wrzuta.pl/audio/25TF0w8kthI/ben_cocks_-_so_cold_feat_nikisha_reyes-pile
 

 
Mijały tygodnie, wciąż spotykałam się z Jacobem. Braliśmy, paliliśmy, piliśmy.
Czułam się tak jakby nikt nie miał i nie mógł mieć nade mną kontroli.
Prasa, telewizja, radio ucichło, wszyscy zapomnieli o niejakiej Jessice Stone .
Przestawałam się obawiać, że któregoś pięknego dnia ,
zapukają do drzwi domu Liama i zabiorą mnie z powrotem do tego cholernego domu dziecka.
Coraz trudniej było mi ukrywać , przed moim współlokatorem blizny po wkłuciach, zmęczenie , które wciąż obarczało moją twarz, ale nie pytał.
Praktycznie w ogóle nie mówił. Czasem tylko podchodził i obejmował mnie ,
tak mocne jakbym była jego najwspanialszym cudem, który ma utracić.
Szeptał mi wtedy do ucha, że przykro mu patrzeć jak siebie niszczę.
Nie odpychałam go. Może robiłam źle, ale to sprawiało mi nawet przyjemność
Troszczył się o mnie ,a to było takie... naiwne , ale za razem urocze i miłe.

Zeszłam po schodach i zobaczyłam Liama, siedzącego przy kuchennym stole.
Niezauważona prześlizgnęłam się do łazienki chłopaka i zaglądnęłam do szafki z lekami.
Potrzebowałam czegoś, żeby jakoś dotrwać do kolejnego spotkania z Jake’iem o północy.
Otworzyłam dżwiczki i stanęłam jak wryta.
Szafka była pusta!
-Cholera! - mruknęłam do siebie pod nosem, zirytowana.
Liam przeszedł koło drzwi łazienki.
-Chyba nie spodziewałaś się, że coś ci zostawię- powiedział lekko poirytowanym ,
ale stanowczym tonem.
-Nie wiem o czym mówisz- powiedziałam i szybko zatrzasnęłam szafkę,
jakby nagle zaczęła mnie parzyć.
Wyszłam z łazienki i usiadłam obok niego na sofie.
W telewizji leciały właśnie wiadomości.
-Znowu nie ma nic o mnie, na szczęście- starałam się powiedzieć to
jak najbardziej promiennie jak tylko potrafiłam.
Liam uśmiechnął się krzywo, jakby nie był do końca przekonany z czego ma się cieszyć.
Może on chciał , żebym wróciła skąd przyszłam, może dał im cynk, ze u niego jestem i zaraz rozlegnie się dzwonek w drzwiach, albo nawet nie zadzwonią.
Po prostu wtargną jak anty terroryści i odbiorą mi wolność,
poprzez umieszczenie mnie po raz kolejny w domu dziecka.
Szybko rozgoniłam te myśli , które kłębiły się jak chmury.
Chłopak wyłączył telewizor i przez długą chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
Wpatrywałam się w jego smutne oczy.
Nie odwzajemnił spojrzenia.
W końcu wstałam i wyszłam , nie miałam zamiaru słuchać znowu,
że mu mnie szkoda, że żałuje , ze nie chce przyjąć od niego pomocy,
że nie zauważam jak dużo bólu mu sprawiam, przynajmniej nie teraz.

09.01.
„Wciąż czegoś mi brakuje i nie chodzi tu o narkotyki, których domaga się mój organizm ,
albo przynajmniej moja psychika, która sprawia ,że odbieram to jako jego potrzebę.
Chodzi o coś głębszego. Może brakuje mi równowagi, chwili odpoczynku? Ale nie potrafię odpoczywać , a przynajmniej nie bez narkotyków. Niedawno nauczyłam się funkcjonować półprzytomna, to wcale nie takie trudne, a bardzo pomaga...” - nie dokończyłam wpisu.

-Twój kochaś napisał , że nie może się dzisiaj z Tobą spotkać, bo ma coś ważnego do załatwienie.- powiedział Liam, zatrzymując się przed progiem drzwi do mojego pokoju, jakby jakaś niewidzialna siła uniemożliwiałaby mu podejście bliżej.
Chłopak rzucił mi swój telefon na łóżko i odszedł.
Spojrzałam na ekran. Rzeczywiście, napisał . „ Kochanie nie możemy się dzisiaj zobaczyć,mam coś bardzo WAŻNEGO do załatwienia, chyba wiesz o co mi chodzi”
Oczywiście , że wiedziałam. Jeżeli Liam pisał , że ma coś „ ważnego do załatwienia”,
zawsze chodziło o prochy.
- Cholera! Skąd wezmę towar?!- powiedział do siebie i szybko ruszyłam w stronę szuflady z bielizną. Zawsze chowałam tam zapasowe porcje.
Wydawało mi się , że Liam często szpera w moich rzeczach, a szuflada z bielizną wydawała się jednym z najbardziej bezpiecznych skrytek ,
do których Liam nie odważy się zajrzeć .
Dokładnie przejrzałam całą szufladę. Nic.
- Pięknie... zapowiada się ekscytujący dzień- powiedziałam wściekła i zirytowana.
Opadłam na łóżko i zmrużyłam powieki. Przez chwilę przyglądałam się dokładnie wiszącej na ścianie lampie. Eleganckiej, mlecznej , dużej półkuli, która wykończona była złotymi liniami.
Komponowała się ona wspaniale zresztą całego pokoju.
Jasne drewniane panele, ciemniejsze wiśniowe meble i wspaniałe,
ogromna łóżko o tym samym kolorze co meble ze złotymi wykończeniami.
Z dwóch stron stały przepiękne minimalistyczne i klasyczne szafki nocne,
na których znajdowały się miniaturki lampy wiszącej na suficie.
Okno przysłonięte było karmelową zasłoną z wplecionymi złotymi nićmi.
Czułam się w tym pokoju jak...diva.
Zamknęłam oczy.
Zasnęłam.


Obudził mnie przerażająco mocny ból głowy.
„Zaczyna sie” - pomyślałam w myślach.
Wsunęłam się pod karmelową kołdrę i zakryłam się po sam czubek nosa.
Zaczęłam się trząść.
Nigdy nie widziałam narkomana na głodzie, ale słyszał, że daje to porządny wycisk”
Wymioty, dreszcze, bóle całego ciała, przygnębienie,
otępienie, to tylko nieliczne z objawów temu towarzyszących.
Po kilku minutach walki z ostrym głodem zaczęłam krzyczeć.
Do pokoju wpadł Liam z cała garścią tabletek na ból i pigułek nasennych.
Jakby wiedział , że akurat będą mi potrzebne.
Wzięłam całą garść tabletek i... sama nie wiem co się potem stało

pinky106.wrzuta.pl/audio/axfIWk9fAdQ/black_rebel_motorcycle_club-_done_all_wrong
  • awatar Gość: to zdanie po zacytowaniu listu... napisalas 'jezeli LIAM pisal' ale chyba chcialas napisac 'jezeli JACOB pisal' przeszkadza ci to moje poprawianie? ; *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

12.11

" Jacob powiedział , że ma dla mnie niespodziankę.
Już nie mogę sie doczekać co to jest.
Stwierdził ,że to coś niesamowitego."

Spotkaliśmy sie jak zwykle w tym samym miejscu, o tej samej godzinie.
- Gdzie ta niespodzianka - zapytałam chłopaka, jak tylko go ujrzałam.
- Masz ochotę na mały odlot - zapytał Jake i uśmiechnął sie tajemniczo
- Co masz na myśli? - zapytałam zdziwiona.
- Narkotyki- odpowiedział i uśmiechnął sie promiennie.
Szczerze powiedziawszy nigdy nie myślałam o spbróbowaniu, bałam sie tej próby .
Jeszcze nigdy nie brałam. Jednak skinęłam tylko głową i chwyciłam chłopaka za rękę. Ruszyliśmy przed siebie.



W końcu dotarliśmy do hmm.. szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś lepszego . Jakiegoś klubu, willi czy coś w tym rodzaju, zobaczyłam starą ruderę , dwupiętrowy barak, który nawet nie miał okien. Kiedy Jake otworzył drzwi od razu uderzył mnie okropny smród
Wstrzymałam oddech i przekroczyłam próg. Rozejrzałam się dookoła. W środku nic praktycznie nie było, oprócz starej podartej sofy kilku krzeseł i magnetofonu i oczywiście kilku ludzi. Jedni siedzieli na kanapie inni siedzieli na krzesłach paląc skręty, a jeszcze inni leżeli na podłodze otoczeni strzykawkami. Zwykle takie widoki oglądałam wyłącznie w filmach. Nigdy nie przypuszczałam, że sama znajdę się w takim pomieszczeniu.
- Witam towarzystwo- rzucił Jacob i zaciągnął się papierosem, którego wyrwał z rąk jakiegoś łysego gościa.
- No siema, gdzieś ty się podziewał przez ten szmat czasu?.
- Siedziałem u matki .
-O, a to kto? -zapytał jakiś koleś w długich czarnych włosach ze strzykawką w ręku.
-To Jessica, poznaliśmy się niedawno.
Mężczyzna podszedł do mnie i pogładził mnie delikatnie po twarzy. Jego ręce prawie niczym nie różniły się od lodu. Były zimne i mokre. Od razu odskoczyłam. Nie spodziewałam sie , że Jacob zna tych wszystkich ludzi. Nie myślałam , że jest taki. Zrobił na mnie wrażenie ciepłego , porządnego chłopaka, a nie... narkomana. Jednak starałam sie nie dawać po sobie poznać jakich kol wiek oznak przerażenia.
-E, e, e, e , jeżeli tylko spróbujesz ją tknąć to nie żyjesz- Jake pogroził mu palcem.
Nagle do rudery wparował jakiś mocno nawalony, chudy i łysy facet.
Usiadł na fotelu i wyjął strzykawkę z prawej kieszeni swojej zniszczonej, połatanej, skórzanej kurtki. Strzykawka napełniona była białym płynem. Mężczyzna nalał do brudnego kieliszka wódkę i postawił na małym stoliku przy fotelu. Następnie zacisnął sobie przed ramię jakimś gumowym paskiem, po czym wbił igłę w wypukłą ciemnoniebieską, żyłę na ręce.
-Josh, ty znowu pakujesz, opanuj się człowieku!- krzyknął jakiś facet palący papierosa.
-Spójrz na siebie?
- Siedzisz na fotelu, dajesz sobie w żyłę i popijasz wódką. Twoja matka patrzy z nieba i widzi syna, który powoli się zabija...-powiedział jeszcze inny, nagle zapanowała całkowita cisza.
Josh, który dawno był już w swoim świecie, ponieważ narkotyk zaczął robić swoje, wydał z siebie coś w rodzaju: „A w cholerę z moją matka” i całkowicie oddał sie działaniu narkotyku.
Jacob złapał mnie za rękę i zaprowadził do sąsiedniego pokoju, Wiedziałam, że to teraz nadejdzie ten czas. Wchodzę w coś nowego. Jest to dla mnie coś histerycznie tajemniczego, ale jakże pociągającego.

Usiadłam na starym, zniszczonym krześle bez połowy oparcia.
Rozejrzałam się dookoła . Nic oprócz czterech ścian i schodów w dół.
- Poczekaj chwilkę- powiedział chłopak i zszedł po schodach.
Teraz siedziałam zupełnie sama pośród tych okropnych czerech ścian i słyszałam ten okrutny śmiech ćpunów, który dobiegał zza drzwi. Modliłam się, żeby żaden z nich nie wparował to tego pokoju.
-Doug zapodaj coś dla tej pani- usłyszałam głos Jake'a, który zadziałał jak balsam i ukoił moje obawy przed napaścią narkomanów.
-Witam- powiedział nieco starszy ode mnie mężczyzna i ukłonił się delikatnie.
-Dobry wieczór - powiedziałam automatycznie wstając z niewygodnego krzesła.
- Co nam dziś zaproponujesz?- zapytał Jacob
- Dla ciebie już wszystko przygotowane, ale dla twojej towarzyszki musimy coś wykombinować.- powiedział niskim głosem i spojrzał w moją stronę - Pani po raz pierwszy?- zapytał po chwili.
- W zasadzie…- chłopak nie dał mi dokończyć.
- W zasadzie to nie, Jess już brała- powiedział mój przyjaciel i puścił do mnie oko.
- No to sprawa jest prosta , zamawiacie państwo heroinę razy dwa- powiedział Doug i uśmiechnął się promiennie, po czym poszedł po coś na dół
- Zaufaj mi- szepnął mi do ucha i pogładził po włosach- Ja tylko chcę żebyś była zadowolona i zapamiętała ten moment.
- Ufam ci – odpowiedziałam bez namysłu
Wtem wszedł Doug i podał nam dwie strzykawki.
- Czy mógłbyś zostawić nas samych- zapytał Jacob
- Ależ oczywiście, już się stąd wynoszę- powiedział Doug i wyszedł.
Zostaliśmy sami, razem ze zniszczonym krzesłem i dwoma strzykawkami.
Chłopak wyciągnął z kieszeni swojej kurtki gumowy pasek, następnie popatrzył mi w oczy jakby chciał zapytać czy jestem gotowa.
Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową.
Podszedł do mnie i zdjął mi kurtkę, którą następnie położył na krześle.
Przewiązał mój biceps gumowym paskiem i mocno zawiązał.
Poczułam okropnie bolący ucisk, ale starałam nie okazywać słabości.
Popatrzyłam na moją rękę i ujrzałam jak zielona wstęga wypina się ku górze.
Żyła była gotowa, ale ja cały czas czułam, że to się źle skończy.
Starałam się rozluźnić, zamknęłam oczy. Nawet nie poczułam jak igła przebiła moją skórę, wprowadzając tym samym zabójczą substancję. Wydawało mi się jakbym umierała, serce zaczęło wolniej pracować,
a oddech stał się płytszy, ale to uczucie minęło.
Poczułam jak heroina krąży w moim ciele odprężając każdą jego część.
Znalazłam się daleko od tego zasranego świata, znalazłam się w raju.
Opadłam na brudną w rzeczywistości ziemie, Jednak mój obraz tej ziemi był zupełnie inny.
Pływałam w morzu przyjemności. Fale kołysały mnie delikatnie.
Nad sobą miałam błękitne niebo i żarzące się słonce.
Narkotyk spowodował, że stałam się odporna na bół fizyczny jak i psychiczny. Teraz nikt nie mógł mnie zranić. Stałam się nie zniszczalna , wolna, najlepsza.

------------------------------------

Myślałam, że oszaleją, to pulsowanie w mojej głowie, ten cholerny bój, to uczucie beznadziejności.
Czemu Jacob mnie nie uprzedził, że po tym narkotyku można zwariować?
Z trudem podniosłam się z podłogi, która już nie wydawała mi się zieloną trawą, lecz ohydnie brudną powierzchnią. Chwyciłam swoją kurtkę i wyszłam, zostawiając chłopaka samego leżącego na tej okropnej podłodze.
Szłam przed siebie chwiejnym krokiem, w świetle jarzących się latarni.
Było około piątej rano.
Na ulicy żadnego ruchu, pewnie dlatego, że dzisiaj niedziela.
Myślałam, że świeże powietrze mi pomoże, ale nadal czułam nieustające pulsowanie w głowie.
W końcu znalazłam sie przed domem Liama, wygrzebałam z kieszeni kurtki klucze , które Liam mi dorobił i starając się jak najciszej otworzyłam drzwi.
Na progu zdjęłam buty i wczołgałam się na piętro do mojego pokoju.
Rzuciłam kurtkę na łóżko i udałam się do mojej łazienki.
Przemyłam twarz wodę i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Źrenice wciąż jeszcze miały wielkość główki od szpilki.
Wyglądałam fatalnie. Oczy miałam opuchnięte, byłam cała blada i przesiąknięta papierosowym dymem.
Może i nie był to widok najprzyjemniejszy, a w głowa wciąż bolała, jednak wiedziałam, że muszę to powtórzyć.
Odkręciłam prysznic i zmyłam z siebie ten smród, po czym położyłam się do łóżka i zasnęłam.

ashle13.wrzuta.pl/audio/6RWY8BusWAd/grizzly_bear_-_slow_life
  • awatar Just Be Yourself: super!tylko żeby nie przesadziła z tymi narkotykami :) Wpadnij :P
  • awatar ѕιємρяє ℓα вєℓℓєzα ♥: Kurde...jak czytałam o tym braniu to mnie ciarki przeszły ! brrr....: (
  • awatar Gość: to pod tym paskiem '----------------' tam powinno byc bój czy ból? wiem, ze ludzie nie lubia aby ich poprawiano ale jestem perfekcjonistka ; p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
05. 11

" Coraz częściej zaczęłam sie uśmiechać.
Czy to możliwe? Jacob całkowicie mnie zmienił. Przywrócił utraconą duszę.
Wciąż jednak miewam problemy ze snem. Myśl , że moi bliscy stracili życie wciąż mnie prześladuje. Liam sie uspokoił. Zrozumiał , żę jest w stosunku do mnie zbyt agresywny, co powoduje , że jeszcze bardziej go od siebie odsuwam.
Chyba zaczynam oswajać sie z faktem , żę to w końcu ciężarówka spowodowała ich śmierć, co nie zmienia faktu , że Liam był pośrednikiem tego zdarzenia.
Cześciej wspominam czas po wypadku.
Leżałam w szpitalu przez dobry miesiąc.
Poważny wstrząs mozgu, czemu towarzyszyła krótkotrwała utrata pamięci.
Połamane żebro , i pękniety obojczyk.
Pomijając nieodwracalny uraz psychiki i depresje.
Kilka miesięcy potem odeszli moi rodzice. Zginęli w czasie pożaru hotelu , w którym wypoczywali podczas wakacji.
Wtedy już kompletnie sie załamałam i wylądowałam w psychiatryku, gdzie spedziłam dokładnie cztery mięsiące i trzy dni.
Nikomu nie życze pobytu w tym miejscu.
Człowiek wariuje jeszcze bardziej.
Tam zaczęłam sie okaleczać.
Oczywiście ukrywałam to by nikt nie mógł sie zorientować.
Wtedy pewnie mój pobyt by sie przedłużył.
Szczerze powiedziawszy to dawało mi ukojenie. Ten kto nie próbował , nie zrozumie jakie to uczucie , gdy ostrze przejeżdża nad nadgarstkiem, ciągnąc za sobą ciemnoczerwoną wstęgę.
Krew powoli ścieka.
Sam widok powoduje , że jest lepiej.
Jak na razie nie mam powodów , by do tego wracać"

Odłożyłam pamiętnik i zaczęłam przygotowywać sie na kolejne spotkanie z Jake'iem.
Liam nic nie wiedział o moich nocnych ucieczkach. Na całe szczęści.
Gdyby się dowiedział , ze z kimś sie spotykam ,pewnie wpadł by w szał.
Jak zawsze o północy spotkałam się z Jacobem przy jeziorze.
Byłam tak podekscytowana, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Każde spotkanie wzbudzało we mnie ekscytacje, a w brzuchu czułam motyle.
Gadałam jak najęta a chłopak tylko patrzył i uśmiechał się
Pięknie się uśmiechał. Był chyba najprzystojniejszym chłopakiem jakiego widziałam. Kiedy tak szliśmy przed siebie, nad sobą mając lśniący księżyc, po raz pierwszy poczułam tak mocne i intensywne uczucie. Miłość…
Zastanawiałam się czy on też ją czuł.
Nie do wiary. Zakochałam sie, ale nagle ekscytacja opadła.
Przypomniałam sobie o Tysonie.
To tak jakbym go zdradziła.
Natychmiast wyrzuciłam z siebie to uczucie , a przynajmniej sie starałam.
Chłopak zauważył , że coś mnie gryzie.
- Wszystko w porządku Jess? - zapytał troskliwie.
- Tak, tylko...- zawahałam sie .
Jacob nie wiedział , że straciłam przyjaciół i chłopaka, który był cudowny. Najcudowniejszy!
Jake spojrzał na mnie takim wzrokiem , jak Tyson, kiedy mnie pocieszał.
Spojrzałam na niego i zbliżyłam sie o krok.
Pogładziłam go po policzku i uśmiechnęłam sie delikatnie.
Można było dostrzec w jego oczach ten sam blask , co u Tysona.
Chłopak otarł moja łzę, którą uroniłam ze szczęścia , a jednocześnie ze smutku. Nie potrafiłam określić swojego stanu.
Euforia, smutek , radość, a nawet nutka obawy przed tym co wydarzy sie za chwilę.
Jacob czule sie nade mną pochylił , poczułam jego oddech, bicie serca, woń jego perfum. Jego usta były coraz bliżej.
W koncu przylgnęły do moich i zapieczętowały tą chwilę pocałunkiem. Magiczna chwila trwała zbyt krótko bym mogła sie nią nacieszyć. Staliśmy tak chyba wieczność i wpatrywaliśmy sie w siebie wzrokiem pełnym miłości i nadziei.

07.11
"Jacob jest naprawdę cudowny. Tak bardzo przypomina mi Taysona.
Dlatego jeszcze bardziej czuję, że go zdradzam. Może powinnam sie wstrzymać z tym uczuciem, nie pogrążając sie w nim bardziej i bardziej.
Wszystko dzieje sie za szybko. Przecież prawie go nie znam.
On nie zna mnie.
Powinnam przez jakiś czas trzymać go na dystans. Nie!
Nie mogę , to zbyt trudne.
Ciągle myślę o jego ciepłych wargach , pięknym uśmiech i spojrzeniu tak podobnym do spojrzenia Tysona.
Jeżeli chodzi o Liama to chyba przejął mój kiepski nastrój.
Wygląda jakby zaraz miał umrzeć.
Podpuchnięte i zmeczone oczy , blada twarz.
Praktycznie sie nie odzywa , nie je.
Pewnie wciąż zadręcza sie wypadkiem. Nie trudno sie dziwić skoro podczas ostatniej rozmowy dałam mu do zrozumienia że jest mordercą.
Muszę z nim porozmawiać.
Koniecznie"

Chłopak siedział w swoim pokoju i bezwiednie spoglądał na okno.
Podeszłam bliżej i usiadłam obok niego.
-Liam...- zaczęłam - Co sie dzieje?
Chłopak milczał.
Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Wciąż myslisz o wypadku? .
Obrócił głowę i spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
Pogładziłam go po twarzy .
Liam złapał moją dłoń na swoim policzku i przytrzymał przez chwilę.
-Naprawdę przpraszam , za wszystko.
Za wszystko co zrobiłem źle.
Wiedź- spojrzał na mnie- że nie chciałem .
Czasem jeden bląd może przekreślić wszystko. Nie zostało mi już nic. Nie mam rodziny, przyjaciół...ciebie. Łzy napłynęły mi do oczu, poczułam lekki zawrót głowy. Wszystko tak szybko sie toczyło. Spojrzałam na chłopaka smutnym wzrokiem , w którym ukryta była nadzieja.
-Kto powiedział , że mnie nie masz?- powiedziałam kojącym głosem.
- Nie udawaj, proszę. Wiem , że w nocy wychodzisz, nie rozmawiasz ze mną.
Jestem dla ciebie tylko kims ,kto daje ci schronienie i to wszystko.
Serce zaczęło bić szybciej.
- Ja, ja...- nie potrafiłam sie wytłumaczyć.
-Mam tylko nadzieję , że jest ten chłopak jest ciebie wart- powiedział i puścił moją rękę. Obrócił sie tyłem i powrócił do obserwowania widoku za oknem.
Szczerze powiedziawszy , dopiero od niedawna znam ich obu, ale do każdego coś czuję.
Nie wiem ,czy to miłość , ale na pewno coś silnego. Jakaś silna więź nas połączyła.

layla-hmmf.wrzuta.pl/audio/2EBxGI52HHN/adele_-_turning_tables
  • awatar Gość: och, jak zwykle genialnie ; D czuje ze sie wciagam w tae historie ; D i jeszcze malutenka uwaga: w ostatnim (albo przedostatnim) akapicie dwa razy napisalas jest ; *
  • awatar eleonoe ♥: jenyy, kochane to.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
28.09
" Pustka."

Na nic więcej mnie stać.
Nic więcej nie potrafię napisać , wyrazić.
Od dwóch tygodni siedziałam zamknięta w pokoju. Praktycznie nie jadłam , nie piłam, nie czułam.
Liam przepraszał, próbował porozmawiać. Jego próby na nic sie jednak nie zdawały. Teraz postrzegam go wyłącznie przez pryzmat tamtych wydarzeń, Postrzegam go jako zabójce.
Zabójce tych, dzięki którym chciało mi sie żyć.
-Jess? - jesteś tam. - zapytał Liam.
Nie odezwałam sie. Nie chce z nim rozmawiać, nie chce mieć z nim nic wspólnego.
- Ile jeszcze będziesz karać mnie za moj bład, przecież musisz sie w końcu do mnie odezwać. Porozmawiajmy, proszę.
Wciąż milczałam
-To mnie zabija od środka, rozumiesz? Ja też cierpię przez to co zrobiłem!
Nie możesz mnie od siebie odsuwać, powinniśmy tą sprawę wyjaśnić!
Łzy napłynęły mi do oczu.
On naprawdę żałował , co jednak nie zmienia faktu , zę jest mordercą, a mordercom sie nie ufa.
Chłopak wpadł w szał. Zaczął walić w drzwi . Wydzierał sie na całe gardło, kopał, groził , ze wyważy drzwi.
Zaczęłam płakać, nie wiem dlaczego . Po prostu. Wybuchłam.
Emocja eksplodowały.
Chłopak coraz mocniej i mocniej próbował sie do mnie przedrzeć. Drewniane drzwi okazały sie zbyt słabe.
Przestraszyłam sie. Nie wiedziałam do czego jest zdolny. W końcu z jego psychiką nie jest dobrze.
On jest chory , z resztą ja również.
Stanął w futrynie i rozwścieczonym , a zarazem smutnym wzrokiem spojrzał mi w oczy, przeszywając mnie na wylot.
Siedziałam na łóżku i i płakałam, wręcz ryczałm.
Chłopak podszedł do mnie i usiadł obok.
Spojrzałam na niego. On tylko otarł moje łzy i pogładził po włosach. Czułam sie jak mała, zagubiona dziewczynka, która jeszcze nie zdaje sobie sprawy , jak bardzo może skrzywdzić ją ten człowiek , który teraz siedzi przy niej i wydaje sie być przyjacielem.
- Nie mamy nikogo prócz siebie, nie mozesz mnie odrzucać.
Przecież wiesz , że nie chciałem.
Podniosłam wzrok.
-To nie zmienia faktu ,że zginęli. - wyszeptałam.
- Ale ja nie chciałem , nie mozesz tego zozumieć !- wykrzyknął.
Znowu zaczęłam płakać, odsunęłam sie od Liama i usiadłam na podłodze.
Chłopak zorientował sie , że jest zbyt agresywny.
- Nie zrobiłem tego umyślnie- powiedział znacznie spokojniej. - Nie chciałem ich zabić.
- Wiem , ale nie potrafię pozbyć sie uczucia , że to ty spowodowałeś ich śmierć. Czasami chce o tym zapomnieć, przestać myśleć, ale nie umiem , po prostu nie umiem!
- Ja też- powiedział chłopak i uklęknął przede mną na podłodze.
Chłopak delikatnie sie nade mną pochylił, spojrzał w oczy.
Poczułam jego oddech. Objął mnie subtelnie, jakbym była najkruchszą osobą na świecie.
Poczułam bicie jego serca.
- Musisz mi zaufać. - wyszeptał opanowany.
Jego usta zbliżyły sie do moich, chłopak zamknął oczy i oddał sie chwili.
-Nie potrafię- powiedziałam i wybiegłam z płaczem.
Schowałam sie w szopie, która stała za domem.
Liam coraz bardziej zaczął mnie przerażać.
Był nieprzewidywalny, agresywny, rozchwiany emocjonalnie.
Przecież praktycznie sie nie znaliśmy, a on próbował mnie pocałować!
Sama dziwiłam sie sobie, że jeszcze od niego nie uciekłam. Przecież to przez niego zginęli moi bliscy. To wszysto jest zby skomplikowane, pogmatwane.
Nie mam pojęcia co zrobić.
Uciec? Zostać? Może wrócić?
Albo po prostu skończyć ze sobą. Ostatnia opcja wydaje sie najodpowiedniejsza.
Dopiero wieczorem odważyłam sie wrócić.
Nie zauważona przedostałam sie do pokoju, który od jakiegoś czasu zamieszkiwałam.
Chwyciłam pamietnik , z myśla by coś napisać.
Z zeszytu wyleciała karteczka z numerem telefonu Jecoba.
Wzięłam ją do ręki i przez dłuższą chwile zastanawiałam sie czy zadzwonić.
W końcu wykręciłam numer.
Tylko co mam powiedzieć?
Jak zacząć rozmowe? Może lepiej w ogóle sie z nim nie kontaktować.
Po trzecim sygnale zmieniłam zdanie i szybko sie rozłączyłam .
Moze on wie , że jestem poszukiwana, może tylko czeka bym zadzwoniła, zeby wydać mnie policji.
Nagle rozległ sie dzwonek komórki.
Wyświetlił sie ten sam numer, który przed chwilą wybrałam.
Odruchowo chwyciłam telefon i wpatrywałam sie w ekran.
Nie mogę być tchórzem. Nie mogę bać sie ludzi. Muszę być ponad to.
Nacisnęłam zielona słuchwkę.
-Halo - rozległ sie dźwiek w komórce.
Odpowiedziałam ciszą.
-Halo, kto mówi? - odezwal sie głos młodego chłopaka.
- Jacob? - zapytałam niepewnie.
-Tak - odpowiedział zniecierpliwiony chłopak. -Kto mówi? - ponowił pytanie.
Chwila zastanowienie, głeboki wdech.
-To ja Jessica - powiedziałam pewnie.
-Jessica? - zdziwił sie Jacob. - A , ta Jessica, przepraszam nie skojarzyłem.
- Posłuchaj, moglibyśmy sie spotkać?
- Jasne- odpowiedział ochoczo męski głos w telefonie.
-Tylko w jakimś ustronnym miejscu i najlepiej jak najpóźniej.
Chłopak lekko sie zdziwił i zaniepokojonym głosem odpowiedział:
-Dobrze, skoro chcesz.
Umówiłam sie z Jacobem w lesie przy jeziorze , w którym jeszcze nie dawno próbowałam popełnic samobójstwo.
Kiedy Liam już spał wymknęłam sie z domu i udałam na spotkanie.
Modliłam sie by nikt mnie nie zauważył. Na drzewach porozwieszane były moje zdjęcia, te same , które widziałam w gazecie.
Chłopka już na mnie czekał.
Jak tylko mnie zobaczył od razu ruszył w moim kierunku z promiennym uśmiechem na twarzy.
Rozmawialiśmy, długo rozmawialiśmy.
Wiedział , żę szuka mnie policja , że ucieklam z domu dziecka, ale przyrzekł , że nikomu nie powie, że będę jego sekretem.
Wydawał sie taki idealny, jakby dokładnie mnie rozumiał. Jakby czuł to co ja czuje, jakby był mną.
Kiedy słońce zaczęło wschodzić pożegnaliśmy sie i umówiliśmy sie w tym samym miejscu na kolejne spotkanie.
Chyba tak naprawę dzieki niemu zaczęłam odżywać.
To niezwykłe jak podczas tak krótkiego czasu wyzbyłam sie poczucia winy , które dotąd nie dawało mi normalnie żyć i znalazłam wspólny jezyk z innym człowiekiem, którego dotąd znaleźć nie potrafiłam .
Czyżby moje życie miało nabrać kolorów?

pinky106.wrzuta.pl/audio/7bllJaChxBM/evanescence-_lithium
 

 
Obudziłam się rano w objęciach Liama.
To było takie dziwne.
Praktycznie, go nie znałam , ale było w nim coś takiego, co mnie do niego przyciągało.
Delikatnie wyswobodziłam się z uścisku chłopaka i przyjrzałam się mu dokładnie.
Był taki przystojny.
Kruczo czarne włosy, mocno zarysowane rysy twarzy, po prostu ideał.
Wyszłam na taras.
Było jeszcze bardzo wcześnie.
Słońce dopiero co wschodziło, ludzie śpieszyli się do pracy, latarnie pomału gasły.
Wzięłam głęboki wdech, powietrze rozjaśniło mój umysł.
Postanowiłam, że dzisiaj podejmę kolejną próbę.
Tym razem musiało mi sie udać!

27.10.
" Dzisiaj czuję się wyjątkowo dobrze.
Mam wielką nadzieję, że uda mi sie skończyć z życiem. Nie zrezygnowałam z próby samobójstwa, nawet po rozmowie z Liamem.
Nikt nie mógł odwieść mnie od tego pomysłu.
Potrafię być uparta, jak już coś postanowię, to dojdę do celu,choćby po trupach.
Tabletki, brzmi nieźle.
Może po prostu przedawkuję, czytałam ,ze to podobno bezbolesny i prosty sposób.
Tylko nie mozna wziąć ich za mało, bo skończy sie to tylko na przeczyszczeniu żołądka."

Kiedy Liam wyszedł do sklepu, by kupić coś na śniadanie, postanowiłam poszukać jakiś tabletek.
Przeszukałam całą kuchnie, wszystkie szafki, szuflady.
W końcu za lutrem w łazience znalazłam apteczkę.
Było tam pełno leków.
Nasenne, na ból.
Wzięłam do ręki pomarańczowe opakowanie.
Widniała na nim karteczka z napisem Liam Evans, leki przeciwdepresyjne, kolejne opakowanie.
Leki przeciwpsychotyczne, leki nootropowe. Przeraziłam sie, jeszcze tego mi brakowało, że dwa dni spędziłam z jakimś chorym psychicznie facetem.
Z drugie strony, jednak wcale sie nie bałam. Nawet mnie to pociągało, sama nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że sama nie jestem normalna, dlatego , że znalazłam kogoś podobnego do mnie?
Zastanawiało mnie co takiego mogło sie stać, że lekarz przepisał mu tak duża ilość rozmaitych leków psychotropowych.
Co prawda ja też przez dwa prawie dwa lata, chodziłam na te idiotyczne terapie.
Brałam jakieś leki antydepresyjne i Bóg wie co jeszcze we mnie wmuszali.
W końcu przestałam być potulnym barankiem i wyrzucałam wszystkie pigułki, które mi podawano.
Postanowiłam przełożyć moją próbę samobójcza na później.
Najpierw chciałam wyjaśnić to wszystko z Liamem, chciałam dowiedzieć się co wydarzyło się w jego życiu .

Kiedy chłopak wrócił od razu postanowiłam z nim porozmawiać.
-Słuchaj...- zaczęłam niepewnie.
Bałam sie , że Liam wybuchnie, nie wiedziałam czego mogę sie po nim spodziewać.- Znalazłam dzisiaj leki. Twoje leki psychotropowe- wypowiedziałam to najszybciej jak sie dało.
Cisza, serce zaczęło bić mi szybciej, spojrzałam na chłopaka.
On tyko spuścił głowę i usiadł przy kuchennym stole.
-To było dawno- wycedził Liam smutnym głosem. Wyczuwałam zażenowanie, obawę, smutek.
- Dwa lata temu miałem wypadek- zaczął.
-Byłem pijany, wracałem z imprezy.
Straciłem panowanie nad autem, wjechałem w samochód, w którym jechała grupa nastolatków.
Nagle znikąd nadjechała ciężarówka i stratowała auto tych dzieciaków. Tylko trzy osoby przeżyły, Kierowca ciężarówki, ja i młoda dziewczyna z grupy nastolatków.
Wpadłam w szok.
Nie mogłam uwierzyć w słowa wypowiedziane przez Liama. To nie mogla być prawda.
-Czy...czy ten wypadek wydarzył sie dwudziestego stycznia?- zapytałam z obawą w głosie.
Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- Skad...skąd to wiesz?
Wpadłam w panikę...tak jak wtedy.
Zaczęłam sie dusić.
Wspomnienia wróciły. Płacz, wrzaski.
Liam próbował mnie uspokoić, ale nie zdało sie to na wiele.
Nie moglam w to uwierzyć.
Przez tyle czasu obwiniałam sie o śmierć moich przyjaciół.
Okazało się ,że to on.
To była jego wina.
- To ja! To ja jestem dziewczyną, która przezyła!
Zabiłeś moich przyjaciół!
Jak mogłeś, jak mogłeś?!- Wrzeszczałam. - Nienawidzę Cię, po prostu nienawidzę.
-Chlopak po moim wyznaniu puścił mnie i opadł na podlogę.
Wyglądał na przerażonego.
Uspokoiłam sie, wiedziałam, że paniką nic nie zdziałam.
Musiałam z nim to wyjaśnić.
- Przepraszam, tak bardzo cie przepraszam- wyjąkał Liam i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
Oboje siedzieliśmy na podłodze i spoglądaliśmy na siebie zdezorientowani, przerażenia, zagubieni.

Mam nadzieję, ze ten rozdział również przypadł Wam do gustu. Jeżeli chodzi o błędy to jak zwykle przepraszam.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie pokazać książki jakiemuś wydawnictwie...
Co o tym sadzicie??


ramirespl.wrzuta.pl/audio/8r8OaldhMto/evanescence_-_my_immortal
  • awatar PamiętnikSamobójczyni: @RollinCat: oj dziękuję, miło mi to słyszeć, nie martw sie ode mnie dostaniesz za darmo, wyśle pocztą;)
  • awatar Rollin: Jak wydasz książke to kupuje, choćbym miala napaśc na bank po kase ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Poczułam ucisk na klatce piersiowej.
Nie udało mi się. Nie udało!
Zaczęłam krztusić sie wodą, ktora zalegała w moich płucach, nie pozwalając mi swobodnie oddychać.
Było tak zimno, tak strasznie zimno.
Delikatnie uchyliłam powieki, byłam zbyt słaba by wstać. Leżałam nieruchomo, nade mną klęczał chłopak, który najwyraźniej wyciągnął mnie z jeziora.
-Zepsułeś...wszystko zepsułeś. - wydusiłam z siebie ledwo słyszalnym głosem.
Chłopak nie zważając na moje słowa, okrył mnie swoją kurtką i wziął na ręce.
-Co...co ty robisz?- zapytałam.
Nie mogłam sie wyrwać z jego objęć, byłam bezsilna.
Zasnęłam


Obudziły mnie dopiero odgłosy trzaskających drzwi.
Leżałam w wannie, w ciepłej wodzie, którą oblewał mnie co kilkanaście sekund młody mężczyzna, ten sam, który "porwał" mnie znad jeziora.
- Co ja tu robie?- zapytałam wciąż słaba z wyrzutami w głosie.
-Miłe podziękowanie, za uratowanie zycie.- powiedział chłopak sarkastycznie , a zarazem ciepło i miło. Miał cudowny głos, taki kojący, delikatny.
Poruszyłam się w wodzie, czułam sie taka ciężka. Pewnie przez ubrania, które nasiąkły wodą.
-Właściwe, co robiłaś pod wodą?-zapytał chłopak i spojrzał mi w oczy. Czułam jakby przejrzał mnie na wylot. Zawahałam sie.
-Dobrze wiesz- odpowiedziałam pewnie , a zarazem z obawą.
-Nie warto- stwierdził chłopak i położył na skraju wanny ręcznik i suche ubrania.
-Wysusz sie i przebież - dodał po chwili i opuścił łazienkę zostawiając mnie samą.
Czyżby nie nadeszła jeszcze moja pora?
Tylko dlaczego? Przecież nic mnie tu nie trzyma, nikt nie będzie płakać jak odejdę, nikt nie będzie żałować , tęsknić.
Nie będzie komu współczuć straty bliskiej osoby.
Z trudem wyszłam z wanny i rozebrałam przemoczone ubrania. Wciąż byłam zbyt słaba, zbyt zmęczona , zbyt zmarznięta.
Chwyciłam ręcznik, którym otuliłam sie dokładnie.
Spojrzałam w małe lusterko nad umywalką.
Z oczu poleciały mi łzy. Przecież ja nie płaczę!
Nie okazuję słabości! Tym razem nie wytrzymałam. Słone krople spływały po moich policzkach zostawiając mokre smugi.
Zaczęłam ryczeć jak małe dziecko, któremu zabrano ukochana zabawkę, tylko ,że mnie zabrano coś o wiele cenniejszego.
Straciłam duszę, pozostało tylko ciało, nieodporne na ból psychiczny.
Nic nie czułam ,tylko nicości, która mnie przerażała .
Przebrałam sie w suchy ,ciepły sweter.
Rozczesałam mokre włosy palcami i otarłam łzy.
Wyszłam z łazienki i rozejrzałam sie dookoła.
Tyle przestrzeni.
Dom był urządzony w stylowy sposób. Karmelowe ściany, hebanowe meble, skórzane fotele i sofy.
Prześliczne zwiewne zasłony.
-Szukają cię. Usłyszałam głos chłopaka, który dobiegał z pomieszczenia obok.
Weszłam do kuchni, chłopak zalewał właśnie dwa kubki wrzątkiem -Herbaty?- zapytał po chwili
Skinęłam głową i usiadłam na krześle.
-Jak to mnie szukają?- zapytałam zaniepokojona. Czyżby w domu dziecka zauważyli moją nieobecność. Czyją jak czyją, ale żeby moją?
Chłopak położył mi przed nosem gazetę z nagłówkiem.

“Młoda dziewczyna znika z domu dziecka. Porwanie czy ucieczka”


Dyrektor placówki jest przerażony"
Po przeczytaniu zaczęłam sie śmiać
-Niemożliwe, normalnie niemożliwe.- powiedziałam ironicznie z uśmieszkiem na twarzy.
-Musisz uważać, jeśli nie chcesz tam wracać- powiedział chłopak i spojrzał na mnie poważnie.
-Musze jechać po moje rzeczy do hotelu- oswiadczyłam -Mógłbyś...?- zapytałam nieśmiało
-Jasne tylko powiedz jaki to hotel.

26.10
" Nie udało sie.
Jednak to nie mój czas. Tak bardzo żałuję , mam nadzieję, że następnym razem wszystko sie powiedzie.
Tak bardzo chcę umrzeć w sobie, aby było mi łatwiej. Zasnąć i już nigdy sie nie obudzić.
Pewnie chcesz wiedzieć kto jest moim wybawcą.
Liam, nazywa sie Liam i właśnie leże sobie u niego w domu , w pokoju gościnnym.
To wszystko jest takie dziwne, skomplikowane , nierealne.
Dowiedziałam sie dzisiaj , że zainteresowali sie moim zaginięciem.
Nie mam zamiaru wracać. Nie mogę, nie potrafię, po prostu nie chcę.
Kolejny plan samobójczy.
Pustka... Nie ma pomysłu, na bezbolesną i prosta śmierć. Może znowu spróbuję sie utopić. Tylko jak, by nikt mnie nie zauważył, nikt nie próbował ratować? "

Odłożyłam pamiętnik i ułożyłam sie do snu.
Leżałam, długo leżałam i rozmyslałam co będzie.
Jeżeli mnie znajdą i wrócę do domu dziecka? Już nigdy nie zaznam wolności, nigdy nie pozwola mi wyjść...
Wstałam, nie mogłam zasnąć, nie chciałam znow cierpieć.
Liam stał na tarasie i przygladał sie niebu.
-Czemu mi pomogłeś- zapytałam
-Bo jestem człowiekiem , który ma serce. Każdy by pomógł.- odpowiedział i usmiechnął sie.
-Załuję...
-Czego?- zapytał chłopak i zbliżył sie do mnie.- Tego , że nie umarłaś. Tego załujesz?- zapytał dociekliwie.
- Jesteś tchórzem, tylko oni tak robia. Myślą , ze sa pępkiem świata, że wszystko kręci sie wokół nich. Nie mam nikogo- zabije sie. Nikt mnie nie chce wysłuchać- zabiję się...Jesteś samolubna, myśląc ,że jeżeli świat nie poświęca ci choć odrobiny czasu, nie potrzebuje cie tu.
Spojrzałam na niego pustym wzrokiem. Zauważył, zauważył, że cierpię.
Łzy, po raz kolejny spłynęły po moich policzkach.
Chłopak delikatnie otarł krople z mojej twarzy i pogładził ją delikatnie.
Chwila sie zatrzymała, poczułam strach,radość, ekscytację. Wszystko na raz.
Jedna część mnie chciała przerwać ta "bajeczną chwile", usunąć sie stąd jak najszybciej, ale druga wieksza, potrzebowała pocieszenia, wspracia.
Ręka Liama powoli zmierza w kierunku mojego ramienia, przesuwa sie powoli, aż w końcu obejmuję mnie całą.
-Nie możesz pozwolić by słabość tobą zawładnęła- szepnął mi do ucha, po czym pogładził mnie po włosach.
Wtuliłam sie w Liama, czując jego zapach, który chciałabym wchłonąć i przenieść na swoją skórę.
Po raz pierwszy od dawna poczulam sie...szczęśliwa.

Jak zawsze przepraszam za wszystkie błędy itp.
I hope U like it♥

superstargirl.wrzuta.pl/audio/8JfWVfMsLws/avril_lavigne_-_innocence
  • awatar PeggyBrown.: powiem szczerze, wzruszyło mną. Mam w tym momencie łzy w oczach. Napisałaś to naprawdę dobrze, albo to ja, po nieudanym samobójstwie przeżywam trafiające do mnie słowa razy dwa..
  • awatar Punk Rock Lady: Świetne...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
24.10

“Sklamalam, powiedzilam mu, ze mój ojciec wyjechal za granice i mieszkam z matka”



Spojrzalam na chlopaka, ktory wyczerpany podróza , spal slodko, opierajac glowe o zimna szybe pociagu.

"Nie bylam w stanie powiedziec mu prawdy. Wydaje sie byc taki mily. Gdybym powiedziala mu kim jestem naprawdę , pewnie nawet nie chcialby na mnie spojrzec.
Wciaz zastanawiam sie co zrobie po przyjezdzie do Abielene.
Czuje kompletna pustke, moze nie powinnam byla uciekac?"

Usadowilam sie wygodnie na dwoch siedzeniach i oparlam glowe na oparciu pociagowego fotela.
Zamknelam oczy, wzielam gleboki wdech i probowalam sie odprezyc. Pomyslalam o Tysonie.
Dawno o nim nie wspominalam. Brakowalo mi go.
Byl najcudowniejszy chlopakiem jakiego poznalam, a Stacy. Stacy byla moja najlepsza przyjaciolka, zawsze potrafila mnie pocieszyc. Tak strasznie za nimi tęsknilam. To wszystko, to moja wina! Tak strasznie żaluje!
Nagle pociag zatrzymal sie i ludzie zaczynali wychodzic. Spojrzalam na widok za oknem. Bylismy na stacji w Abielene.
-Jacob, obudz sie. Jestesmy na miejscu - powiedzilam do chlopaka i szturchnelam go, by wstal.
Chlopak przeciagnal sie, po czym wzial swoje bagaze i wyszlismy na peron.
-Jak sie masz Jake?-zapytal mezczyzna i podszedł do chlopaka, po czym obaj poklepali sie po plecach.
-Dobrze.-odpowiedział Jacob- Poznaj Jessice, spotkaliśmy sie na peronie.
-Witaj Jessico, nazywam sie Charles Donovan i jestem tatą Jacoba-powiedział i uścisnął moją dłoń.
-Miło mi- odpowiedziałam i grzecznie sie uśmiechnęłam.
-Może cie podwieziemy?-zapytał Jacob i usmiechnął sie.
-Właściwie to czekam na babcie, umówiłyśmy sie, że przyjedzie po mnie. Skłamałam, po raz kolejny.
-W takim razie do zobaczenia-powiedział Jacob i podał mi małą karteczkę- W razie potrzeby dzwoń - dodał i odszedł wraz ze swoim tatą.
Schowałam karteczkę głęboko do kieszenie kurtki, choć wiedziałam , że i tak nigdy mi sie nie przyda.
Rozejrzałam sie dookoła. Ludzie witali sie z bliskimi , przytulali sie , całowali.
I co teraz? Co mam zrobić ? Gdzie pójść?
Może znajdę jakis hotel, w którym zatrzymam sie na kilka dnia, a potem sie zobaczy.
Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki i poprosiłam kierowcę by zawiózł mnie do niedrogiego przytulnego hoteliku.

Położyłam sie na małe , niewygodne łóżko. Włączyłam telewizor, po raz pierwszy od dawna.
Wyciągnęłam pamiętnik z torby.

"I tak oto dzień mojej podróży dobiegł końca. Zatrzymam sie na kilka dni w hotelu, a potem sie zobaczy. Jacob dał mi swój numer...moze zadzwonie?
Nie...! Co niby miałabym mu powiedzieć? Ale z drugiej strony, nie pamietam kiedy rozmawiało mi sie z kimś tak dobrze jak właśnie z nim. W pociagu opowiedział mi swoją historię, opowiedział mi o swoich pasjach, marzeniach. Tak jakbyśmy znali sie od zawsze. Mam nadzieję, że jutro obudzę sie z pomysłem na kolejne dni"

Odłożyłam pamietnik i zgasiłam telewizor.
Zamknełam oczy, po czym znowu je otworzyłam. Wspomnienia, wróciły. Jak każdej nocy.

25.10
"Kolejny dzień, kolejna szansa.
Czuję ,że wyzbyłam sie strachu. Jestem gotowa, jestem gotowa skończyć z zyciem. Tylko jak? W Jaki sposób? Bezboleśnie.
Mam nadzieję ,że to mój ostatni wpis, a więc żegnaj..."

Włóczyłam sie po rodzinnym mieście mojej babci, obmyślając plan samobójstwa.
Weszłam do lasu. Cisza. Zimne powietrze dobrze robi, myśli sie czyściej, lepiej, przejrzyściej.
Ujrzałam jezioro i wtedy mnie olsniło.
-No jasne,utopie sie!- powiedziałam pod nosem i podbiegłam do brzegu jeziora.
Nie myślałam logicznie, byłam owładnięta chęcią popełnienia samobójstwa. Każdy sposób był dla mnie dobry
Spojrzałam na swoje odbicie w przejrzystej tafli wody.
Oderwałam pasek od torebki i przywiązałam go do skały, która wystawała znad wody. Następnie owinęłam swoja nogę paskiem.
Z trudem udało mi sie ruszyć głaz.
Jeden krok, drugi, trzeci.
Coraz głębiej i głębiej.
Cieszyłam się, cieszyłam sie jak mała dziewczynka, która własnie znalazła pod choinką swój wymarzony prezent.
Zastanawiałam sie jak to jest nie móc złapać tchu...
Woda była przerażająco zimna, ale starałam sie nie zwracać na to uwagi.
W końcu pod stopami nie poczułam dna, a kamień przywiązany do mojej stopy automatycznie pociągnął mnie na dno. Zimno, przeszywające zimno, ale radość rozpalała moje serce. W końcu miałam okazję zakończyć swoje życie. Odpokutować za to co zrobiłam. Może oni mi kiedyś przebaczą, może zrozumieją, że nie chciałam ich zabić. To był wypadek, nieumyślny wypadek.
Zamknęłam powieki i poddałam sie wodzie. Było tak przyjemnie...aż do czasu gdy zaczęłam sie dusić.
Myślałam tylko o tym by to przetrwać. Powtarzałam sobie w myślach , że potem będę już wolna. Wolna na zawsze.
To takie dziwne uczucie kiedy woda przedostaję sie do twoich płuc. Przestałam czuć, przestałam walczyć, po prostu oddałam sie przeznaczeniu
Głęboki wdech, masa wody wypełniła płuca...
Udało sie , umarłam...

Mam nadzieję, że kolejny rozdział również sie spodobał, chyba nie jestem zbyt dobra w pisaniu dramatycznych momentów...ale to do oceny pozostawię Wam. Jeśli komuś chciałoby sie na to zerknąć to zapraszam. Będzie mi bardzo miło
Za wszystkie błędy bardzo przepraszam , postaram sie wszystkie poprawic

umieraj.wrzuta.pl/audio/6beomupH6ZN/birdy_-_shelter
  • awatar SpodnieWkwiaty: mega dobry gif :D u mnie tez moze znajdziesz gify które ci sie spodobaja zapraszam
  • awatar live my lifee: zajrzyj xd : rozsypywanemysli.blogspot.com/ mile widziane komentarze xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
Zmeczone, podkrązone oczy, spoglądały na mnie smutno. Widać było w nich pustkę, zupełna nicość. Były wizytówką mojego nastroju.
Naszczęście dzisiaj była sobota i nie trzeba było iść na te cholerne lekcje.
Usiadłam na łóżku i sięgnęłam do szafki nocnej, z której wydobyłam szkatułkę. Była to jedyna pamiątka po mojej mamie.
Delikatnie pogładziłam jej wieczko opuszkami palców. Czułam pod nimi zagłębienia. W ciemnym drewnie wyrzeźbione były cudowne motywy kwiatów.
Uchyliłam szkatułkę i wyjełam z niej srebrny łańcuszek z piękną zawiszką, składającą sie z trzech kamieni szlachetnych. Z namaszczeniem założyłam wisiorek. Zawsze chciałam mieć przy sobie choć cząstkę mamy. Często mi jej brakowało. Jej dotyku, uśmiechu, wsprcia...
Związałm włosy w kucyk i wyszłam na sniadanie.
Na korytarzu minęłam się z Alice. Najwredniejszą dziewczyna jaka znałam, zawsze musiała wtrącić swoje dwa grosze. Może kojarzycie te wszystkie zimne i puste laski z filmów , za którymi uganiają sie wszyscy faceci? No właśnie, Alice należy właśnie do nich.
- Nie mogłabyś choć raz, nie wrzeszczeć na cały dom? Ludzie chca sie wyspać.- powiedziała do mnie tym jej sarkastycznym glosem.
Wolałam milczeć, nie chciałam wdawać sie w kłótnie. Ominęłam ją i poszłam przed siebie.
-Nie skończylam wariatko!- krzyknęła za mną- Zadałam ci pytanie.
Odwróciłam sie na pięcie i spojrzałam na głupio uśmiechąjcą sie dziewczynę i jej dwie przyjacióleczki
Podeszłam do nich bliżej.
- Następnym razem postaram sie głośniej. Specjalnie dla ciebie- odpowiedziałam i spojrzałam na nią zimnym wzrokiem.
Dziewczyna najwyraźniej zawstydziła sie .
-Jeszcze z toba nie skończyłam - powiedziała udając twardą i zimną
Odchrząknęła, poprawiła spódniczkę i odeszła, a za nią jej papużki nierozłączki.
Uśmiechnęłam sie pod nosem i udałam się na posiłek.
Każdego sobotniego popołudnia wszyscy mieszkańcy domu dziecka powyżej 15 roku zycia, mogli wyjść na zakupy, spacer. Gdziekolwiek , bo w końcu i tak nikt tego nie sprawdzał.
Jedynym warunkiem był powrót przed 200.
Tym razem postanowiłam w ogóle nie wracać, a przynajmniej nie pokazywać sie w domu dziecka na jakiś czas. Pewnie i tak nikt nie zauważy , że mnie nie ma.
Wzięłam swoją podróżną torbę i spakowałam do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
Już dawno marzyłam , żeby wyrwać sie z tej dziury. Nie miałam jeszcze dokładnego planu, gdzie pójdę, gdzie będę spała. Zdałam sie na łaskę losu.
Torba nie była zbyt duża, więc opiekunowie widząc mnie z nią, nie pytali o cel , w jakim biorę ją ze sobą.
Stanęłam przed furtką budynku, który z zewnątrz nie wyglądał najlepiej. Juz od dawna nasz dom dziecka miał problemy finansowe. Właściciele nie mieli pięniedzy na pożądny remont, a tym bardziej na nowe zabawko dla dzieci, ubrania, organizowanie wycieczek. Starali sie to nadrobić usmiechem, ale większości to nie wystarczało i zaczęli sie buntować. Nie jeden już probówał uciec, ale oni byli zbyt słabi, zawsze wracali. Ja nie wrócę, a przynajmniej nie szybko.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam przed siebie.

Zaczęło sie ściemniać. Postanowiłam ,że z moich oszczędności, które nagromadziłam z regularnego otrzymywania kieszonkowego , które pochodziło ze spadku po rodzicach wykupię sobie bilet, gdziekolwiek.
Gdy podeszłam do okienka, aby wykupić bilet , zupełnie nie wiedziałam dokąd chce sie udać.
Pomyśłam , że miło by było odwiedzić miasto , w którym mieszkała babcia.
-Jeden do Abilene.
-Na którą?- zapytała kasjerka biletów
- Na najbliższą godzinę- odpowiedziałam i zerknęłam na zegarek.
-Czyli na 18:45, tak?
-Tak- powiedziałam i uśmiechnęłam sie.
Wyszłam na stacje i usiadłam na ławce. Jeszcze 15 minut do odjazdu pociągu.
Dotknęłam łańcuszka , który od rana miałam na sobie.
Nie wiedziałam czy dobrze robie, ona na pewno by mi pomogła. Gdyby tu była nie musiałabym uciekać.
Wyciągnęłam swój notes, który służył mi jako pamietnik z przedniej kieszeni torby. Spojrzałam na niego. Zwykły czarny notes, niczym nie różnił sie od setek innych. Otworzyłam go i sięgnęłam po długopis, który zahaczony był o okładkę pamiętnika.
23.10
" Wciaż nie wiem jak mam zaczynać każdy wpis, więc chyba w ogóle nie bedę zaczynać.
Siedze własnie na peronie i czekam na pociąg.
Uciekam...stchórzyła i po prostu uciekam."

Scisnełam mocniej wisiorek

"Nie wiem co mam robić, nic już nie wiem.
w mojej głowie bije sie tyle myśli,nie potrafię ich wyłączyc, choć tak bardzo bym chciała.
Chyba pora na rozmyślanie o sposobie zabicia się.
Mam nadzieję, że już po pierwszej próbie sie nie obudzę.
Minie jeszcze trochę czasu zanim odważe sie podjąć tą próbę. Nie jestem jeszcze gotowa, boję sie, ale jednego jestem pewna. prędzej czy później pokonam strach, czuję to"

-Mogę sie przysiąść- zapytał młody chłopak, który wyrwał mnie z moich przemyśleń.
-Jasne.- odpowiedziałam i przesunęłam sie , by zrobić więcej miejsca.
Zamknęłam pamietnik i schowałam go do tej samej kieszeni , z której został wyjęty.
- Jestem Jacob- powiedział promiennie nastolatek i usmiechnął sie, pokazując idealnie białe i proste zęby.
-Jessica-powiedziałam nieśmiało i spuściłam głowę w dół, by włosy mogły zakryc moją twarz.
Od momentu śmierci moich przyjaciół, nie lubiłam zawierać nowych znajomosci i myślałam, że ten ruch zniechęci chłopaka do dalszej rozmowy.
-Ładne imię- stwierdził.- Do kogo się wybierasz?-zapytał.
Wzięłam głeboki wdech i odsłoniłam twarz.
-Jade odwiedzić babcię- skłamałam, ale chłopak nawet sie nie zorientował.
- Ja jadę do ojca, mama w końcu mnie puściła.
- Twoi rodzice nie sa... no wiesz razem?- zadpytałam niepewnie.
-Nie , rozwiedli sie dwa lata temu. Od tego czasu raz na jakiś czas odwiedzam ojca. Mama zabroniła przyjeżdżać mu do mnie, wiec ja go odwiedzam. No ,a le cóż nie bedziemy rozmawiać o moich problemach- dorzucił chłopak i uśmiechnął sie do mnie.- Pewnie nie jestes zainteresowana tymi bzdurami.
-Nie...skąd , sama nie mam łatwo w życiu, więc problemy to u mnie codzienność.
- Twoi rodzice też nie sa razem?- zapytał Jacob.
Zawahałam sie. Nie wiedziałam , czy powinnam powiedzieć mu, ze moi rodzice nie żyją, a ja mieszkam w domu dziecka.

Mam nadzięję , że i ten rozdział przypadł Wam do gustu. Jeżeli sa błędy typu litrówka itp. to bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi wam to w czytaniu, a ja postaram sie zaraz wszystko poprawić

w385.wrzuta.pl/audio/aJPldDf0goF/jason_walker_-_down
  • awatar Gość: mnie to powoli wciaga ale glupio mi troche zwracac ci uwage na poczatku ( w ktoryms akapicie na poczatku) powinno byc 'trzy grosze' a napisalas dwa ; ) naprawde glupio mi ; * ale znajac mnie lingwistke od urodzenia jeszcze mi sie to nie raz zdarzy ; * wybacz ; )
  • awatar PamiętnikSamobójczyni: @RollinCat: dziękuje, im dalej sie zagłębisz w tą książke tym bardziej sie zdziwisz;), ale zachęcam;*
  • awatar Rollin: Genialnie piszesz! ;D choć trochę sie czasem boje co dalej bedzie ;d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Schowałam pamiętnik pod poduszkę i wyszłam ze swojego pokoju, który równie dobrze mógłby byc okreslany jako moja cela.
Wrzosowe ściany, jak to powiedziała pani Stevens, miały mnie uspokoić i pozwolić sie odprężyć.
Niestety chyba nie spełniały postawionego im zadania.
Jedyną zaletą mojego pokoju była ogromna szafa, do której uwielbiałam sie chować. Jeszcze żaden z opiekunów nie odkrył mojej tajnej skrytki.
Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i skierowałam sie w stronę jadalni. Jako jedyna ze wszystkich mieszkających tu osób zamykałam pokój na klucz nawet gdy wychodziłam do toalety. Był to jeden z powodów, przez które uważano mnie za nienormalna.
Szłam długim korytarzem. Zauważyłam, że na scianie zawisło nowe zdjęcie. Sciany w domu dziecka słuzyła jako album fotograficzny. Wisiały na nich, zdjęcia z wycieczek ,świąt. Zdjęcia osób uzdolnionych...na swój sposób.
Podeszłam do fotografii i przyjrzałam sie jej dokładnie. Urodziny Jasmine. Oczywiście wszyscy uśmiechnięci, tylko ja siedze w kącie ze spuszczoną głową. Twarz zakrywają moje długie, delikatne, kasztanowe loki. Szczęście mieć takie włosy. Zawsze można wykorzystać je jako maskę.
Na kolejnym zdjęciu z przyjęcia urodzinowego już mnie nie widać, pewnie uciekłam i schowałam sie w pokoju
Nagle rozległ sie głośny dzwonek,oznajmujący, że należy stawić sie na posiłek. szybko zbiegłam schodami w dół i weszłam do jadalni. Zawsze wolałam być przed tą całą chmarą dzieciarni i młodzieży. Kucharka widząc mnie, uśmiechneła sie promiennie i zachęcił , żebym usiadła do stolika.
Tak też zrobiłam, jak zawsze usiadłam w ostatnim stoliku przy oknie.Mój stół po raz kolejny nakryty był na dwie osoby. Kucharki chyba naprawdę były tak naiwne i myślały , że ktoś sie do mnie przysiądzie. Wszyscy zawsze byli dla mnie tacy mili, patrzyli na mnie z politowaniem, współczuli , załowali , że nie mogą pomóc.
Przyzwyczaiłam sie juz do ich zachowania i kompletnie nie okazywałam im zainteresowania, a oni pomimo tego, wciąż byli tacy słodcy.
Do sali wbiegła cała masa ludzi. zachowywali sie jak zwierzęta. Dzieci zaczęły sie gonić i krzyczeć na siebie, chowały sie pod stoły. Starsi chłopcy popisywali sie przed dziewczynami. Kiedy już wszyscy usiedli porządnie do stołów , weszli nasi opiekunowie. Jak przed każdym posiłkiem odmówiliśmy modlitwę i zaczęliśmy jeść.
Jak zwykle nie byłam głodna, więc schowałam dwie bułki pod sweter i pod pretekstem wyjścia do toalety, usunęłam sie do mojej celi.
Schowałam sie do szafy i siedziałam siedziałam, siedziałam.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
Nie chciałam otwierać.
-Jessico, otwórz. Wiem , że tam jesteś.- powiedział pan Anderson , ciepłym lecz stanowczym głosem.
Nie odezwałam sie.
Drzwi zaskrzypiały. Nieproszony gość wszedł do srodka.
-Jessica, gdzie jesteś?- zapytał. W jego głosie można było wyczuć irytację.
-Pewnie wyszła do łazienki-powiedział sam do siebie i opuścił mój pokój.
Tak jak wspomniałam wcześniej , jeszcze nikt nie odkrył mojej kryjówki.
W końcu wyszłam z szafy i położyłam sie jak normalny człowiek do łożka.
Zamknęłam oczy.
Bałam sie snu.
Zapaliłam nocną lampkę.
Nie mogłam , po prostu nie mogłam zasnąć
Moje położenie , przypominało bohaterów "Koszamrów z ulicy Wiązów" Wystarczyło ,że moje powieki opadną. Znowu budziły sie wspomnienia. Tak bardzo chciałam, żeby w końcu odeszły, zostawily mnie na zawsze,ale one powracały. Zawsze!
Sen = cierpienie.
Ostatecznie zamykając oczy, powitałam sie z przezywaniem bólu na nowo i z napadami krzyku, płaczu, których nie mozna wyłaczyć.


Mam nadzieję, że pierwszy rozdział sie Wam spodobał.
Wiem,że pewnie jest mase błedów, literówka itp, ale teraz naprawdę nie chce mi sie tego poprawiać;DD
Jeśli możecie , wyraźcie swoją opinie w komentarzu

loislane.wrzuta.pl/audio/6QMRYWdbaKk/mads_langer_-_beauty_of_the_dark
 

 
Prolog


22.10.
" Drogi, Kochany, Szanowny...Pieprzony Pamiętniku
Zaczęlam cie prowadzić tylko po to...no własnie sama nie wiem po co. Może dlatego, że nikt nie chce mnie wysłuchać, wszyscy uważają mnie za dziwaczkę. W sumie wcale sie nie dziwię, sama bym siebie nie polubiła.
Przejdźmy do istotnych rzeczy.
Nazywam sie Jessica , mam 17 lat i w sumie mogłabym napisać, że jestem zwykłą nastolatką, ale wtedy bym skłamała.
W ciągu dwóch lat straciłam wszystkich, na których mi zależało.
Niezła ironia losu, co?
Mieszkam w domu dziecka w Kanssas.
Moje zycie ogranicza sie do oddychania, jedzenia i spania.
Kiedys lubiłam...żyć.
Miałam kochającą rodzinę, wspaniałego chłopaka, przyjaciól... a teraz?
Wszystko legło w gruzach, dlatego postanowilam, że zakończę swoją egzystencję na tym swiecie i popełnie samobójstwo. Bezboleśnie, szybko i ostatecznie skończę z zyciem.

truskawka500.wrzuta.pl/audio/6LpUDnrXmc9/birdy_-_skinny_love
 

 

Hej wszystkim
Założyłam tego bloga, aby dzielić sie z Wami moimi "wypocinami".
Mam też drugiego bloga, kto wie to wie, kto nie wie... to nie wie i tyle. Na tamtym blogu też dodaję opowiadania.
Jednak chciałam założyć osobny blog poświęcony tylko i wyłącznie mojemu dziełu .
Mam nadzieję , że książka sie Wam spodoba.


-P. ♥